Witajcie:-)
Nie miałam wcześniej czasu się odezwać,bo w weekend był u nas syn męża no i zeszło,a to obiad a to spacer,a to rozmowy z młodym,potem jak siedli do kompa to już nie miałam oczywiście dostępu;-)Weekend ogólnie minął mi bardzo szybciutko.Ja po piątkowym wyjściu dochodziłam jeszcze do siebie w sobote do około 16.00

Musiał mi małż piwo kupić,bo kiepsko sie troche czułam.I wiecie co? Wcale mi nie jest wstyd,bo nie pamietam kiedy ostatnio tak się zaprawiłam,mały miał świetną opiekę babci pod nasza nieobecność,a w nocy i rano zajmował się mąż więc mogłam sobie pozwolić.Długo jednak już się nie zdecyduję na %,przynajmniej w takiej ilości,bo główka bolała,oj bolała.
Dziś natomiast dzień jest okropny!:-( Rano próbowaliśmy troszkę małego przyzwyczajać do samodzielnego usypiania,ale bardzo ciężko to idzie.Równe 45 minut było kładzenie malego do łóżeczka,a on na nogi i tak w kółko,póxniej był juz zmęczony,śpiący i zły.Płakał,denerwował się.Podchodziłam,głaskałam,tuliłam,ale jak tylko odchodziłam płacz.W końcu mąż wziął go na ręce do dużego pokoju,bo młody w żaden sposób nie mógł usnąć.Więc czas stracony,tylko żal pozostał,a efektów żadnych:-(
Później poszłam do sklepu,a mąż został z małym.Jak wracałam,już pod blokiem słyszałam jak moje dziecko krzyczy na 3 pietrze,płacz niesamowity.Leciałam po schodach,mało zakupów nie pogubiłam.Okazało się,że mały siedział w krzesełku do karmienia i bawił się z mężem w "Daj dzióbka " Jak się mu mówi tak,to on wtedy się przysuwa i otwiera buzię,no i palnał się w blat krzesełka:-

frown:Rozciął sobie dolnym zębem górne dziąsło,aż krew poszła

((((((( Jeju jak mi go szkoda strasznie,bo akurat dziąsła górne ma napuchnięte i chyba ząbki się szykują a tu jeszcze takie coś!!! Teraz jest ciągle marudny,płacze i nie może mnie nawet na chwilę stracić z oczu.O nauce samodzielnego zasypiania moge zapomnieć w tej sytuacji,bo jest za bardzo rozżalony i płaczliwy...
Wybaczcie że nie odpisze nikomu,ale nie mam dziś weny,chociaż miałam taki zamiar.Chcialam się tylko wyżalić...Buziaki:-(