aisza7
Fanka BB :)
My dziś idziemy ze znajomymi do restauracji i nie wiem jak wymiksować się przed drinkiem
znajomi nic nie wiedzą
Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
My dziś idziemy ze znajomymi do restauracji i nie wiem jak wymiksować się przed drinkiem
znajomi nic nie wiedzą
Nie lubię walentynek, tym bardziej, że pamiętam te piękne czasy kiedy ich nie było.
Aisza powiedz że kończysz antybiotyk. Nie można łączyć takich leków z alkoholem. A czas na to by powiedzieć o Dzidzi jeszcze się znajdzie [emoji6]My dziś idziemy ze znajomymi do restauracji i nie wiem jak wymiksować się przed drinkiemznajomi nic nie wiedzą
![]()
Dziewczyny, jak sobie radzić z tym stanem wiecznej depresji- ciągle chce mi się płakać, ciągle jestem smutna lub poddenerwowana, normalna rozmowa mnie doprowadza do tak różnych stanów... zaraz sobie piszę scenariusze, że jestem z tym wszystkim sama, że źle, że będzie gorzej. Nie lubię siebie w tym stanie i sama się ze sobą męczę. Mam bardzo odpowiedzialną pracę i dużo zadań, to mnie w sumie ratuje, że wychodzę na cały dzień, ale co rankiem ze schizami nabroję to moje. Wiecie, ta pierwsza ciąża, którą straciłam wyglądało to inaczej, mój M dużo o tym mówił, miałam poczucie, że się cieszy, wsparcie, czułam się jakaś zaopiekowana. A teraz tak jakby nie wierzył, że się uda i ledwo dotyka tematu, przez co ja się czuję źle...na moje rożne schizy on się wycofuje, boję się co będzie. Lecą mi łzy i muszę się ogarnąć. Przepraszam, że Was tym zarzucam, czuję się kiepsko.
Dziewczyny, jak sobie radzić z tym stanem wiecznej depresji- ciągle chce mi się płakać, ciągle jestem smutna lub poddenerwowana, normalna rozmowa mnie doprowadza do tak różnych stanów... zaraz sobie piszę scenariusze, że jestem z tym wszystkim sama, że źle, że będzie gorzej. Nie lubię siebie w tym stanie i sama się ze sobą męczę. Mam bardzo odpowiedzialną pracę i dużo zadań, to mnie w sumie ratuje, że wychodzę na cały dzień, ale co rankiem ze schizami nabroję to moje. Wiecie, ta pierwsza ciąża, którą straciłam wyglądało to inaczej, mój M dużo o tym mówił, miałam poczucie, że się cieszy, wsparcie, czułam się jakaś zaopiekowana. A teraz tak jakby nie wierzył, że się uda i ledwo dotyka tematu, przez co ja się czuję źle...na moje rożne schizy on się wycofuje, boję się co będzie. Lecą mi łzy i muszę się ogarnąć. Przepraszam, że Was tym zarzucam, czuję się kiepsko.