Gdzieś na świecie są też inni mężczyźni i dla nich są inne kobiety
Scenka z dzisiaj. Kręcę się po domu. Mąż już ma ogniki w oczach, mówi mi ze mam iść na kanapę i rzuca jeszcze kąśliwie:
- Mama to myśli, że jest chłopcem.
Na co mój syn mówi:
- Mama nie może tak myśleć, bo mama wie, że chłopcy nie rodzą dzieci.
Sedno. Nigdy okres, cycki, ciąża, karmienie nie były dla mnie problematyczne - można powiedzieć, że jestem przykładem całkowitej akceptacji kobiecej fizjologii. Tyle że role kobiece są dla mnie trudne do zniesienia. Gdy sprzątam, gotuję, bawię się z dziećmi, długo rozmawiam z kimś przez telefon albo idę na kawę z koleżanką, mam wrażenie, że marnuję czas. Oczywiście, umiem zracjonalizować sobie wartość tych czynności, ale naprawdę nie wypływa to z mojego wnętrza. Wolę twarde zadania: bank, mechanik, naprawa komputera. Za to mój mąż bardzo lubi coś ugotować, potrafi połączyć to z opieką nad dziećmi, uwielbia zapraszać gości i to on im serwuje pyszności i dba o to, żeby każdy był dopieszczony. Jednocześnie, potrafi wszystko w domu naprawić (takich zadań to ja akurat nie umiem realizować), ale nie ogarnia kompletnie spraw finansowych i urzędowych. Uzupełniamy się i czasem trudno nam uwierzyć, że na siebie trafiliśmy