rubi
wakacyjna mama ;-)
Bry :-)
Amelkowa :-) moje dzieci zostały wywietrzone tylko dlatego ze trza było iść po te wyniki więc to ja dziękuje ;-)... bo wcześniej się czaiłam z wyjściem...a bo to się chmurzy, a bo to pada... a tak wyszliśmy w deszczu (Monia miała radoche bo piła deszczówkę z folii p/deszczowej - paluszek w kałużkę i do paszczy :-)) a wracaliśmy w pełnym słoneczku :-) zaliczyliśmy park, zjedliśmy po drożdżóweczce (przestawiam Jaśka na jeden słodyczek dziennie bo w niedziele sie opychał jak wściekły), kupiliśmy obiadek w Zefirku, poszliśmy na cytrusek i do domciu :-) a po powrocie aniołkowaty Moniek zaczął harce :-)
i powiem Wam tak jak Irgi - jak była mała to było dużo spokojniej (choć wtedy narzekałam ze na nic czasu nie mam...), ponosiłam na rekach, wrzuciłam do wyrka i kilka minut spokoju bylo...ale spała częściej... teraz we wszystkim mi "pomaga" - a to pranie składa (hmmm..., ale czemu to ktore juz poskładane???), a to ze zmywarki wyciąga gary (ale czemu te jeszcze nie umyte???), a to obiad robi (wyciąga z szafki swoje obiadki i stuka nimi o podłoge), no i wykonuje swoją ulubioną prace - segreguje odpadki - jest przy tym oszczedna - zawsze znajdzie co sie da jeszcze wykorzystac - czytaj: zjeść :-)
no ale jak wystawi te swoje 6 czujników (R tak na jej zęby mówi ;-)) to wymiękam...
aha...poradzcie co robić jak ona tak broi... no bo bić jej nie bede a jak krzycze "nie wolno!!!" to ona się smieje
i dalej swoje robi... kiedyś to się bała i nawet czasem udało jej się popłakać ale teraz.... ja swoje, ona swoje...ojjj...ciekawie zapowiada mi się te najblizsze dwadzieścia parę lat z córeczką
;-):-)
idę bo coś śmierdzącego koło mnie łazi... ktoś pannie w gacie narobił



do potem ;-)
Amelkowa :-) moje dzieci zostały wywietrzone tylko dlatego ze trza było iść po te wyniki więc to ja dziękuje ;-)... bo wcześniej się czaiłam z wyjściem...a bo to się chmurzy, a bo to pada... a tak wyszliśmy w deszczu (Monia miała radoche bo piła deszczówkę z folii p/deszczowej - paluszek w kałużkę i do paszczy :-)) a wracaliśmy w pełnym słoneczku :-) zaliczyliśmy park, zjedliśmy po drożdżóweczce (przestawiam Jaśka na jeden słodyczek dziennie bo w niedziele sie opychał jak wściekły), kupiliśmy obiadek w Zefirku, poszliśmy na cytrusek i do domciu :-) a po powrocie aniołkowaty Moniek zaczął harce :-)

i powiem Wam tak jak Irgi - jak była mała to było dużo spokojniej (choć wtedy narzekałam ze na nic czasu nie mam...), ponosiłam na rekach, wrzuciłam do wyrka i kilka minut spokoju bylo...ale spała częściej... teraz we wszystkim mi "pomaga" - a to pranie składa (hmmm..., ale czemu to ktore juz poskładane???), a to ze zmywarki wyciąga gary (ale czemu te jeszcze nie umyte???), a to obiad robi (wyciąga z szafki swoje obiadki i stuka nimi o podłoge), no i wykonuje swoją ulubioną prace - segreguje odpadki - jest przy tym oszczedna - zawsze znajdzie co sie da jeszcze wykorzystac - czytaj: zjeść :-)

no ale jak wystawi te swoje 6 czujników (R tak na jej zęby mówi ;-)) to wymiękam...
aha...poradzcie co robić jak ona tak broi... no bo bić jej nie bede a jak krzycze "nie wolno!!!" to ona się smieje
i dalej swoje robi... kiedyś to się bała i nawet czasem udało jej się popłakać ale teraz.... ja swoje, ona swoje...ojjj...ciekawie zapowiada mi się te najblizsze dwadzieścia parę lat z córeczką
;-):-)idę bo coś śmierdzącego koło mnie łazi... ktoś pannie w gacie narobił




do potem ;-)

.