reklama

Plotki, ploteczki, pogaduszki...

W sobotę jedziemy na zakupy do Carrefoura, a tam jest stoisko z takimi rzeczami. Może coś wybiorę. Tylko trzeba zachować ostrożność, bo Karolina jedzie z nami :)
gosiek to bardzo fajnie, że Ania tak już mocno kocha dzidziusia. Moja Karolinka też powiedziała, że odda Ani swoje sztućce (ma takie ładne grawerowane, jeszcze po swoim tacie :) )
 
reklama
Kate, podobno dziecko najlepiej oduczyć, kiedy jest ciepło. Puszcza się dziecko bez pampersa i ono sobie siusia po nogach. W końcu poczuje, że to nieprzyjemne. Sama nie stosowałam. Piotrka oduczyła teściowa, ale nie wiem, w jaki sposób :-)
 
reklama
Dziś na Interii przeczytałam, jacy moga być nasi lekarze. Okropne:

Zamiast ratować, jedli obiad

Członkowie katowickiego zespołu ratunkowego "N", zamiast jechać po noworodka z niewydolnością oddechową, postanowili zjeść obiad w przydrożnym zajeździe.

- Też jesteśmy ludźmi i mamy swoje potrzeby - tłumaczy wchodzący w skład zespołu lekarz Marek P.

Dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach dyscyplinarnie zwolnił Marka P. Pracę stracili też pielęgniarka, sanitariusz i kierowca.

Sprawa, którą opisuje "Dziennik Zachodni", wyszła na jaw podczas analizy statystyki wyjazdów zespołu do transportu noworodków - tzw. enki. Okazało się, że w wielu przypadkach dojazdy do małych pacjentów trwały niepokojąco długo.

24 marca o godz. 11.10 do zespołu zadzwonił lekarz ze szpitala w Raciborzu. Na transport czekała czteromiesięczna dziewczynka, wcześniak z zapaleniem płuc i niewydolnością oddechową. Miała zostać przewieziona do Śląskiego Centrum Pediatrii w Zabrzu. Karetka wyjechała na sygnale o godz. 11.45. Na miejscu była o godz. 13.45, czyli na przejechanie ok. 70 km potrzebowała aż dwóch godzin!

Jak się później okazało - relacjonuje dziennik - po drodze zespół zatrzymał się na obiad w zajeździe w Szymocicach, kilka kilometrów od Raciborza. Ratownicy spędzili tam 50 minut. Decyzję tę podjął lekarz z ponad 20-letnim stażem, specjalista z dziedziny pediatrii, neonatologii i radiologii Marek P., który przez 10 lat pracował na intensywnej terapii noworodkowej.

- To prawda, mieliśmy takie przykre zdarzenie - potwierdza dyrektor ds. lecznictwa Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Krzysztof Leki.

Dyrekcja Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach zgłosiła sprawę w prokuraturze i Śląskiej Izbie Lekarskiej. Zajmie się nią również rzecznik odpowiedzialności lekarskiej - pisze "Dziennik Zachodni".
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry