To ja też się podzielę moją historią
Termin miałam na wczoraj czyli 28 czerwca więc dwa tygodnie temu z mężem pojechaliśmy na wycieczkę do Krakowa (około 250 km od domu) i następnego dnia mieliśmy wrócic, dzień przed wyjazdem miałam wizytę u ginekologa i nic tam nie szykowalo się do porodu. W czwartek dużo chodziliśmy po Krakowie a już podczas mycia zauważyłam że odszedł mi czop ale byłam spokojna bo słyszałam że od odejścia czopa do porodu może być jeszcze kilka dni. W nocy w hotelu zaczęły odchodzić mi wody, wtedy już trochę zaczęłam się martwić bo tyle km do domu a ja ze sobą mam tylko piżame i szczoteczkę do zębów. No i pojechaliśmy do szpitala, mąż bardziej zestresowany niż ja że nie ominęło nas zdjęcie z fotoradaru. Całą ciążę stresowałam się że nie będzie męża ze mną tego dnia bo ma prace na wyjazdach, nie przy samym porodzie tylko jak będę miała skurcze no i niestety sprawdziło się, mąż musiał jechać do naszego domu po moje rzeczy i dziecka, także jak już wrócił Marcelina już była z nami, wody odeszły mi o 3 w nocy a urodziłam o 12.30, ból dla mnie okropny, już prawie mdlałam na łóżku ale zrobiłam sobie prawie prezent na urodziny bo urodziłam 16.06 a ja mam urodziny 17.06 :-)