****
Mój pierwszy poród był dla mnie nie lada przeżyciem. Pierwsze dziecko i nie wiadomo jak to wszystko będzie wyglądać. Czy będzie zdrowe? Czy wszystko z nim będzie dobrze? Całą ciążę jak i poród przeszłam z wieloma obawami.
Było już cztery dni po terminie, a patrzenie na puste łóżeczko mnie po prostu dobijało. Poprawiałam materac w łóżeczku i wtedy skurcze były już tak dokuczliwe, że zdecydowałam o zgłoszeniu się do szpitala. Mąż wziął torbę i wyszliśmy do auta. W drodze do niego [auta] w naszym przydomowym ogródku chlusnęły ze mnie wody. Skurcze pojawiały się coraz częściej, a ja zaczęłam wpadać w panikę. Mąż próbował ze mną spokojnie rozmawiać, ale ja byłam na tyle przejęta, że jakieś strzępki jego słów do mnie dotarły.
Po około 20 minutach dotarliśmy do szpitala, co i tak było istnym cudem jak na sobotę. Była godzina 9. Poszliśmy do recepcji; odpowiedziałam na kilka pytań i mąż wypełnił papiery. Zrobiono mi badanie okazało się, że mam cztery centymetry rozwarcia i już wtedy prosiłam o znieczulenie, które mi podano. Położyli mnie na sali, a do towarzystwa miałam na te chwilę tylko męża. Spacerowałam po sali, skakałam sobie na piłce - robiłam wszystko, aby to się skończyło jak najszybciej. Co jakiś czas przychodzono i mnie badano, ale tak jak było 4 centymetry tak było dalej. Zrobiono mi KTG i było ok. Łzy sączyły mi się nie tyle z całego bólu co z tych wszystkich emocji.
W nocy zaczęłam przysypiać otwierałam oczy tylko na skurcze. Jeden ze skurczy był na tyle silny, że aż krzyknęłam. Plecy dawały mi sygnały o swoim istnieniu i mąż delikatnie mnie rozmasowywał, poprawił poduszkę i odpowiadał na każdą moją zachiciankę. Przy każdym kolejnym skurczu krzyczałam. Mąż zawołał położną, która sprawdziła jak ma się sytuacja. Była już pierwsza w nocy 28 kwietnia 2013. Miałam 8 centymetrów rozwarcia. Prosiłam męża, abyśmy wrócili do domu. Chciałam wrócić miałam już dość. Powiedziałam, że jak bym tylko mogła ustać na nogach to bym chętnie zdemolowała ten oddział. Skurcze były nieprzyjemne i czułam jakby ktoś podłączył mnie pod prąd. Szczerze mówiąc, byłam tak zaaferowana tym wszystkim, że zapomniałam o Bożym świecie. W końcu skurcze jakby ustąpiły i myślałam, że coś się dzieje z dzieckiem. Kazałam mężowi iść po położną. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że zaczynamy rodzić, od tej chwili widząc w jakiej jestem panice już mnie nie zostawiła. Poinstruowała mnie kiedy powinnam przeć, a ja przez łzy nie widziałam już nic. Ściskałam rękę męża, który mówił miłe słowa i wspominał jak to się poznaliśmy. Rozbawiał mnie momentami, ale zaraz potem musiałam przeć. Prosiłam położną o cesarkę, ale ta powiedziała, że jeszcze dwa razy i będę miała swoje dziecko przy sobie. Zmobilizowałam się i w końcu usłyszałam upragniony płacz. Urodził się mój synek, moja pierworodna duma. Tatuś dumnie przeciął pępowine, a małego położono mi na brzuchu. Świat jakby się zatrzymał. Zaczęłam płakać ze szczęścia, że po długim boju wreszcie jest. Była 4:26 rano czasu londyńskiego.
Był 61 cm długi i ważył 3943g. Przespałam się chwilę, ale byłam tak rozemocjonowana i chciałam się pochwalić moim skarbem, że chwilę po godzinie szóstej zadzwoniliśmy do rodziców, dziadków i rodzeństwa.
28 kwietnia 2013 - Edward Henry Stanisław
***
Mój drugi poród był znacznie łagodniejszy, może dlatego, że wiedziałam jak to będzie i mniej się obawiałam. Mały Edward został w domu z nianią, miał wtedy półtorej roku i nie bardzo rozumiał pewnie, że będzie miał towarzysza zabaw. Tym razem skurcze zaczęły się w domu bez odejścia wód w przydomowym ogródku. Tym razem była niedzielny ranek. Wiedziałam, że to się święci na dzisiaj tym bardziej, że byłam już po terminie. Mimo to zaczęłam wstawać po kilka razy do torby, aby zobaczyć czy wszystko tam jest, sprawdziłam czy mały Eddie śpi, wyszłam nawet na ogród, aby się przewietrzyć, ale nie był to dobry pomysł, bo był listopad i było okropnie zimno. Zjadłam sobie jajecznicę i zrobiłam herbatke o trzeciej nad ranem. Zapach najwidoczniej obudził mojego męża, który przyszedł zobaczyć co robię.
Powiedziałam mu, że lepiej, aby szedł spać, bo prawdopodobnie naszą trójkę czeka długi dzień. Oczywiście, nie zachęciłam go tym do spania, bo został ze mną. Zjadłam śniadanie, a następnie udałam się do łazienki, aby się jeszcze wykąpać. Mimo że to drugi poród to wiedziałam, że mąż siedzi jak na szpilkach. Skurcze zaczęły stawać się regularne co 3-4 minuty. Zanim zdążyłam się ubrać to chlusnęły ze mnie wody. Zaalarmowałam męża, który poszedł poinformować nianie, że jedziemy do szpitala. Moja położna przyjęła mnie na oddział i trafiłam do tej samej sali, gdy poprzednio. Miałam dwa centymetry rozwarcia, ale pocieszały mnie słowa mojej położnej, że przy drugim dziecku pójdzie to wszystko szybciej. Gdy zbliżał się skurcz, czułam jakby wbijano mi gorące igły z każdy centymetr ciała. Tak jak podczas pierwszego porody prosiłam o znieczulenie, które pozwalało mi odczuwać mniejszy ból. Byłam jednak na tyle świadoma, aby rozmawiać dość swobodnie. Po godzinie 9 przyszły parte i mimo że, wydawało mi się, że pragnę iść do toalety to wiedziałam, że wkrótce będę miała swojego bobasa. Oczywiście, nie obeszło się przez krzyków, bo myślałam, że mnie rozerwie, ale już o 10:24 mój mały synuś płakał, a ja mogłam go zobaczyć. Był zdrowy i miał 59 centymetrów oraz ważył 3892g.
9 listopada 2014 - George Edmund Jan