reklama

Podziel się historią

Hej mój pierwszy poród termin na 27 czerwca a mały urodził się 5 lipca. Odejście wód płodowych nastąpiło 4 lipca na lotnisku kiedy to mieliśmy odebrać moja mamę. Po 1,5h jazdy do szpitala w którym miałam rodzic odesłano nas do domu bo jak to określili jeszcze jest zbyt wcześnie rozwarcia nie ma jak będą skurcze to proszę dzwonić i wracać do szpitala. Tak wiec wytrwałam do godziny 12 następnego dnia i pojechaliśmy znów czekałam chyba z godzinę w poczekalni zanim zrobiono ktg stwierdzili ze skurcze są już dość częste i ze rozpoczyna się poród. W momencie trafienia na sale miałam rozwarcie 2 cm położna podała mi gaz który miał uśmierzyć ból skurczy jednak tylko strasznie mnie ogłupił, nie dość ze ja traciłam kontakt z rzeczywistością budziłam się tylko na bóle to małemu zaczęło spadać tętno. Z podawania mi gazu zrezygnowano. W momencie gdy zaczęto myśleć o podaniu mi innego znieczulenia okazało się ze rozwarcie wynosi już 8 cm i na znieczulenie jest za późno. Przez spadające tętno małego zdecydowano się na poród kleszczowy. Mimo nacięcia doszło do rozerwania 3 stopnia. Niestety ból był przeogromny. Na dodatek zaczęłam tracić sporo krwi. Wzięto mnie na sale operacyjna po 3 godzinach szycia i transfuzjach mogłam zobaczyć mojego babelka mały miał 10/10 w szpitalu spedzielismy jeszcze tydzień potrzebna była dodatkowa transfuzja i wdarła się jeszcze jakaś infekcja. Powoli dochodzimy do siebie chociaż nie jest łatwo.
Zdrówka dla Was i gratulacje z narodzin synka.[emoji4]No to nieźle się namęczyłas jak czytałam to aż mnie zabolało. Udało Wam się chociaż ta mamę odebrać z lotniska?
 
reklama
Hej mój pierwszy poród termin na 27 czerwca a mały urodził się 5 lipca. Odejście wód płodowych nastąpiło 4 lipca na lotnisku kiedy to mieliśmy odebrać moja mamę. Po 1,5h jazdy do szpitala w którym miałam rodzic odesłano nas do domu bo jak to określili jeszcze jest zbyt wcześnie rozwarcia nie ma jak będą skurcze to proszę dzwonić i wracać do szpitala. Tak wiec wytrwałam do godziny 12 następnego dnia i pojechaliśmy znów czekałam chyba z godzinę w poczekalni zanim zrobiono ktg stwierdzili ze skurcze są już dość częste i ze rozpoczyna się poród. W momencie trafienia na sale miałam rozwarcie 2 cm położna podała mi gaz który miał uśmierzyć ból skurczy jednak tylko strasznie mnie ogłupił, nie dość ze ja traciłam kontakt z rzeczywistością budziłam się tylko na bóle to małemu zaczęło spadać tętno. Z podawania mi gazu zrezygnowano. W momencie gdy zaczęto myśleć o podaniu mi innego znieczulenia okazało się ze rozwarcie wynosi już 8 cm i na znieczulenie jest za późno. Przez spadające tętno małego zdecydowano się na poród kleszczowy. Mimo nacięcia doszło do rozerwania 3 stopnia. Niestety ból był przeogromny. Na dodatek zaczęłam tracić sporo krwi. Wzięto mnie na sale operacyjna po 3 godzinach szycia i transfuzjach mogłam zobaczyć mojego babelka mały miał 10/10 w szpitalu spedzielismy jeszcze tydzień potrzebna była dodatkowa transfuzja i wdarła się jeszcze jakaś infekcja. Powoli dochodzimy do siebie chociaż nie jest łatwo.
Ojej... aż mam ciarki. Straszne przeżycia. Synek bardzo duży?
Gratulacje i zdrówka dla Was.
 
Faktycznie poród szybciutko przebiegł i bardzo fajnie. Każdej takiego życzę. Ja już na samym początku skurcze miałam bardzo silne i byłam pewna że to już jakieś 5 cm chociaż hehe a to dopiero dzieliło mnie około 20 godzin do ujrzenia córki świetnie poznać kogoś z tą samą datą urodzenia! , Pozdrawiamy serdecznie i również zdrówka dla synka
Dziękujemy! I wzajemnie!!! :-)
 
Dorzucę coś od nas.Cesarka planowana ze ze wzgledu na to że pierwsze dziecko urodziło się przez CC i że względu na położenie poprzeczne płodu.
Godziny:
-7-8.30 rano - przyjęcie na oddzial, formalności
- 8-11.00 - porodowka, pobranie krwii, ktg, kroplówki, wyniki krwi
- 11-15.00 - czekanie aż zwolni się blok operacyjny, kroplówki
- 15-16.00 Cesarka, Cała się trzęsę przy wejściu na salę, wsiadaniu na łóżko i przy wkuwaniu igły w kręgosłup,boję się czy znieczulenie zadziała i czy mała będzie zdrowa, po znieczuleniu dostaje zawrotów głowy, robi mi się słabo ale podają mi coś i zaraz przechodzi, po chwili widzę nasza prześliczna córeczkę.Sliczna, zdrowa, 10 pkt w skali Apgar
- 16-19.00 sala wypudzen, nic nie boli bo podają morfinę, znieczulenie powoli puszcza, przywożą mała, karmimy się pięknie cycem w pierwszym kontakcie,
-19.00 i następne dni, karmimy się cycem, mała pieknie łapie choć chciała by wisieć non stop na cycku, zabierają mi ją na pierwszą noc żebym się wyspala, wszystkie badania wychodzą dobrze, karmimy sie cycem a gdy już nie mam sił idę do położnych po butelkę,dają bez problemu, obkurczajaca macica boli przy karmieniu ale podają nam Ketonal, gorsze są wzdęcia i zaparcia, dostajemy espumisan i czopki, wychodzimy do domu i przechodzimy na butelkę, innej opcji nie ma, starszak potrzebuje mojej uwagi, karmienie piersią nie idzie w parze z pilnowaniem mojego żywiołowego dwulatka,
Podsumowanie: pobyt w szpitalu na plus, Cesarka na plus, opieka w szpitalu, lekarze bloku operacyjnego wielki plus, doradca laktacyjny na plus, położne plus, moja psychika po drugiej cesarce rewelacja, ciało tez szybko się zregenerowało.Pierwsza cesarkę też wspominam dobrze.Tylko ze wtedy miałam wcześniej wywoływany poród.Bylam wtedy wykonczona psychicznie i fizycznie po 24 gozinach wywoływania porodu.Ale Cesarka była ok.;-)
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry