Cześć. Nie wiem co mam ze sobą zrobić… mam 35 lat. po 6 latach starań podeszliśmy do procedury invitro. Długo zastanawialiśmy się ile komórek zapłodnić. Ze względu na nasze przekonania zapłodniliśmy 4 (12 zamrożonych). Lekarz prowadzący powiedział że to nasz wybór i oni każdy wybór szanują. Że przeważnie jest połowa komórek zapłodnionych. Niestety brak zarodków- komórki się zapłodniły i przestały się rozwijać. Wiedziałam że tak może być- zniosłam to powiedzmy „dzielnie”… jednak później zadzwoniłam do kliniki aby umówić się na kolejną wizytę i procedurę a tam poinformowali mnie że w tym roku nie jest już to możliwe… że dopiero na styczeń bo tyle mają chętnych… Pani z rejestracji powiedziała że lekarz prowadzący może się skontaktować w tej sprawie…. I zaczęło się…. Pytałam lekarza czy naprawdę nic nie da się zrobić i dopiero w styczniu mogę dalej działać…. Powiedział mi że on tego nie wie… że mogą to być dwa miesiące, trzy a może pół roku…. Bo tyle mają chętnych… mówię mu że ja nie dam rady czekać do stycznia bo mnie to zadręczy że te 12 komórek też się nie zapłodnią… a on do mnie że to „na własne życzenie”…. Że nie posłuchaliśmy jego rekomendacji (co nie jest prawdą bo powiedział że on szanuje i nic nie rekomendował), że inni też muszą mieć szanse. I pytam się czy może lepiej by było przenieść się do innej kliniki gdzie mają miejsce żeby mi doradził- a on „jak chcecie popełnić kolejny błąd to się przenieście”…. I że on musi kończyć… i że mam cierpliwie czekać na swoją kolej…. A ja jestem załamana, wściekła, nie wiem co mam ze sobą zrobić… pomóżcie mi proszę bo to tak okropnie boli…