Ja nie ze Śląska, ale mogę powiedzieć jak było u mnie:
1. Pierwszy poród - cc w prywatnej klinice. Położne były na każde zawołanie (by np. przynieść butelkę wody), jak się zapytało to wszystko tłumaczyły, a na obiad dostawałaś do wyboru kartę dań (jak w restauracji). Do tego sale 2-osobowe każda z łazienką. Jak chciałaś by na noc dziecko zabrali, byś ty mogła się wyspać.
2. Drugi poród - sn w szpitalu państwowym bez prywatnej położnej. Położne twierdziły, że przycisk jest tylko w sytuacji zagrożenia życia, ale jak podeszło się do dyżurki to wszystko dało się załatwić. Trafiłam na salę 6-osobową, wspólna łazienka na korytarzu (aczkolwiek teraz już po remoncie sale są 2-osobowe). Duży nacisk na kp - ale ja już byłam odporna, bo po pierwszym dziecku już wiedziałam, że nie za wszelką cenę. Do porodu znieczulenie bez problemu dostałam.
Oba porody przed pandemią - i jak drugie chciałam rodzić też prywatnie, tak trafiłam do szpitala państwowego (bo tam porodów wcześniaków nie przyjmują) - tak uważam, że jeśli chcesz w coś zainwestować pieniądze, to lepiej w dobry wózek. Bo dla 2 nocy spędzonych w szpitalu to moim zdaniem szkoda tych kilku tysięcy. A w państwowym szpitalu masz pewność, że w razie czego dobrze zajmą się dzieckiem (bo kliniki zwykle oddziałów neonatologicznych nie mają i wiozą dziecko do szpitala).
Ja rodziłam z mężem - i obecność drugiej osoby dużo daje, więc ewentualnie bym się zastanowiła nad położną do porodu (tylko pamiętaj, że może się trafić, że nie będzie mogła, bo przecież jeszcze gdzieś pracuje).
Ajj rozpisałam się. Mam nadzieję, że dotrwałaś do końca
