Cześć Dziewczyny! Jakkolwiek to nie zabrzmi jak dobrze, że jesteście...Jestem właśnie po 3 stracie. Każda to poronienie zatrzymane: 7 tydz, 9 tydz a teraz 11 tydz. Tym razem po raz pierwszy udało mi się oddać zarodek do badań genetycznych i ustalili płeć ale dziś zadzwonili i powiedzieli, że niestety nic więcej nie ustalą bo "tkanki są zbyt mało aktywne" cokolwiek to miało znaczyć. Więc opadły mi już ręce i straciłam siły. Oprócz immunologii mamy zrobione wszystkie badania, które oczywiście nic nie wykazały. Mam niedoczynność tarczycy ale leki pozwalają utrzymać wszystko w normie. Mam też endometrioze 3-go stopnia ale mimo to zachodzę w ciążę. Za każdym razem jednak jest to samo: zarodek obumiera bez przyczyny i bez żadnych objawów. Idę na usg i słyszę, ze serduszko bije coraz wolniej, że mam czekać aż umrze. Więc czekam

potem zabieg. Staram się nie poddawać i chcę walczyć dalej ale nie mam siły, ta bezradność jest najgorsza. Tydzień temu kolejna strata, przepłakalam cały tydzień. Oczywiście w trakcie brałam duphaston, aspiryne cardio, zastrzyki i enthyrox. Mam teraz 2 miesiące przerwy. Nie wiem jak się przygotować do dalszej walki...Ściskam Was mocno...