reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

reklama

Poronienie w anglii - moje doświadczenia ze szpitala

reklama
Dołączył(a)
30 Listopad 2008
Postów
5
Miasto
Manchester
Ja już też jestem po badaniach pierwsze robiłam w Polsce w kwietniu USG (czysto jakby nic się nie wydarzyło, i w trakcie owulacji więc lekarz potwreirdził, że jajkini działja jak nalezy i można "działać")
poza tym cytomegalowirus, toksoplazmowa, grupa krwi, wyniki w porządku
teraz w czerwcu kolejne badania krwi

morfologia, żółtaczka, różyczka, glukoza, mocz, chlamydia, tarczyca wszystko jak należy

i niby się cieszę, a jakże, ale z drugiej strony liczyłam, że mimo upływu tyle miesięcy znajdę odpowiedź...

za kilka dni przyda termin porodu. nie daje mi to spokoju.
 

dorotasochacka

Aktywna w BB
Dołączył(a)
19 Marzec 2009
Postów
99
Miasto
Wlodowice / Leicester
hej kochana ja niestety bylam chora i na cytomegalie i na toxo, ale nie bylam z wynikami u lekarza jeszcze.
niby jest ok ale czesto przychodza takie chwile,gdy jest mi bardzo zle..
wiem,ze mam wsparcie w mezu,ale czuje ze on nie rozumie mnie tak do konca,stara sie ale ja czuje,ze nie zawsze wie,o co mi chodzi. zwlaszcza jak rozmawiamy o naszym Aniolku
[*].
pwiem Ci szczerze,ze na razie nie chce byc w ciazy. mam jakis lek wewnetrzny i po prostu nie chce..nie wiem co o tym maz pomysli,bo nie rozmawialam z nim na ten temat ale ja nie czuje sie na silach..

pozdrawiam goraco
 
Dołączył(a)
30 Lipiec 2009
Postów
4
Miasto
Bristol
Witam. Ja wlasnie dzis dowiedzialam sie, ze nasza fasolka jest za mala na 9 tydz. ciazy. Za 8 dni zrobia mi kolejny scan i wtedy bedziemy mieli pewnosc. Ciezko zyje sie z taka mysla. Bedziemy musieli podjac decyzje czy czekamy na samoistne poronienie czy nie. Ta mysl boli najbardziej. Ale wiem, ze bedziemy probowac dalej. Pozdrawiam
 

emili78

mama czerwcowa 2009
Dołączył(a)
27 Listopad 2008
Postów
571
Miasto
Poznań/Irlandia/Tuam
Hej dziewczyny głowy do góry ja poroniłam dwa razy czyli puste jajo płodowe-łyżeczkowanie w Polsce :-(6tydzien brak serduszka -poronienie samoistne w Irlandii tu to po prostu żadnej opieki nie ma 6godzin czekałam na lekarza z silnym krwawieniem nawet mi USG nie zrobili żeby zobaczyć czy wszystko wyszło dzięki bogu tak;-)i dlaczego nie wiedziałam przecież mam syna który ma 8lat i nie było problemu a tu nagle problem badań ful mąż też a tu zwykłego progesteronu miałam za mało a on jest potrzebny do zajścia w ciąże i utrzymanie jej:tak:Teraz mam śliczną córcie która ma nie całe 2miesiące Julie i wam tego też życzę.Pozdrawiam
 
Dołączył(a)
21 Październik 2009
Postów
1
Witam,pierwszy raz jestem na jakimkolwiek forum
Chcialam tylko potwierdzic, ze sluzba zdrowia w Manchester a dokladnie w NorthManchester General Hospital byla niesamowicie pomocna przy moim poronieniu.Zajeli sie mna profesjonalnie a pilegniarki w bolesnych momentach trzymaly za reke. Byc moze dzialaja tutaj inaczej niz w Polsce aczkolwiek chcialabym obalic mit zlego traktowania kobiet z bolami w czasie ciazy.Lacze sie w bolu z kazda z was po stracie dzidzi. Ja jestem jeszcze w trakcie poronienia, gdyz wybralam droge naturalna. pamietajcie, ze macie wybor.
 
Dołączył(a)
12 Listopad 2009
Postów
4
zgadzam się w 100% że w Irlandii nawet im się palcem nie chce ruszyć, na badania wybieramy się do Polski, chcę od razu zrobić wszystkie, bo 2 razy to już dla mnie nie jest przypadek. Aha, lekarze w celu pocieszenia mnie powiedzieli że przecież dalej mam 80 procent szans na urodzenie i badania nie są konieczne.. Pod względem opieki medycznej podejrzewam że w Afryce tubylcy mają większą wiedzę, a Irysów powysyłałabym do Polski, niech się uczą..
 
Dołączył(a)
10 Maj 2011
Postów
1
Poronienie w anglii - moje doświadczenia ze szpitala Oceń ten wpis
0 Komentarze
autor(ka): slodka , data: Dzisiaj o 11:46 (0 Odwiedzin)

witam,ja mialm przykre doswiadczenia ze szpitala po poronieniu w uk ,poronilam w 6tyg. niedosc ze spedzilam tam 6h to od czasu do czasu ktos do mnie zgladal ale po to by pobrac krew,lekarz mowic ze za 10min.przyjdzie przyszedl po 2h po czy wywiezino mnie na srodek sali przewieziono mnie do innej sali zrobiono wywiad kolejny pobrano mocz po czym stwierdzono ze scan jest zajety wypuszczono mnie do domu:( dostalam paracetamol i mialam caly czas lezec w lozku po czym po trzech dniach dopiero dostalam wizyte na scan i po badaniu stwierdzili ze mialm wczesne poronienie. po przekazaniu mi i mojemu partnerowi tej smutnej wiadomosci pielegniarka zaprowadzila nas do tak tzw. cichego pokoju tam moglam sie wyplakac dostalam pudelko z husteczkami teraz jestem w polsce i robie wszystkie badania
 

kłaczek

Fanka BB :)
Dołączył(a)
14 Styczeń 2009
Postów
10 039
Miasto
Keadby
Moje doswiadczenia zwiazane z poronieniem w Uk sa pozytywne, o ile w ogole mozna tak powiedziec. Mam porownanie analogicznych sytuacji w Polsce i tutaj - tu bylo lepiej, bardziej po ludzku. W Polsce wyladowalam w szpitalu z plamieniem - Boze Cialo, dlugi weekend. Zapakowali na oddzial, podali leki na podtrzymanie. USG? No, moze sie uda zrobic w nazajutrz, moze w sobote, a na pewno w poniedzialek. Podczas obchodu w piatek rano, spytalam o to usg - czy bede miala zrobione. Trzech lekarzy i jakas babka stalo przy lozku, odwrocili sie na piecie i wyszli, tylko ona przez ramie rzucila "ze jak bylo zlecone to bedzie". Tylko skad ja mialam wiedziec, czy bylo zlecone? Nikt nic mi nie mowil, o to jakie leki biore, pytalam pielegniarke ktora je przynosila. Potem sie dowiedzialam ze "jestem strasznie roszczeniowa"... Bo co? Bo chcialam wiedziec czy moje dziecko zyje? Czy jest w ogole sens ladowac tabletki i kroplowki (tabletki nie wystarczaly) zeby podtrzymac ciaze? To bylo nadmierne roszczenie? Czulam sie jak przedmiot - morda w kubel, lezec i lykac co dadza, nie odzywac sie. W piatek wczesnym popoludniem usg, ciaza od dwoch tygodni obumarla - wieczorem zabieg. To nic, ze po odstawieniu podtrzymania, rozkrecilo sie silne krwawienie i proces naturalnego poronienia sam sie uaktywnil - zabieg i juz.
UK. Zaczelam plamic wieczorem, koniec 12 tydzien - emergency. Czekalismy dosc dlugo, ale tez nic sie specjalnego nie dzialo. Lekarz, badanie palpacyjne brzucha, zmierzenie cisnienia... Trzeba zrobic usg, zaraz ktos przyjdzie umowic. Znowu dosc dlugo czekalismy, ale bylo jasne ze usg nie dzis, wiec zadna roznica gdzie czekamy. Usg nazajutrz, na konkretna godzine, gdyby cos sie zaczelo nagle dziac, mialam przyjechac z powrotem. Ok. Nic sie specjalnie nie rozkrecalo. Na nastepny dzien na scanie... Pusty pecherz plodowy. Nie musieli mowic, widzialam na monitorze, ale techniczka nie potwierdzila, mimo ze mowilam, ze ja tu nie widze zarodka. Po badaniu zaprowadzili nas do pokoju - fotele, stolik, pudelko chusteczek... Jasne. Przyszla kobietka, powiedziala ze nie ma dobrych wiesci - spytalam, potwierdzila. Powiedziala ze mamy 3 sposoby rozwiazania tej sytuacji - naturalne poronienie co wiaze sei z bolem i mozliwoscia krwotoku, ale mozna je odbyc w domu, tabletki, ktore wiaza sie z dwudniowa hospitalizacja, rowniez z bolem i mozliwoscia krwotoku i ew. zabieg - 12h w szpitalu, ale jest niewielkie ryzyko uszkodzenia macicy. Full informacja. Dala rowniez broszurke informacyjna na te okolicznosc. To byl piatek, decyzje mielismy podjac do poniedzialku i w sobote lub poniedzialek zadzwonic. W sobote po poludniu rozkrecila sie akcja, wieczorem pojechalam na emergency po cos przeciwbolowego - co innego porod, ale tu nie widzialam podstaw zeby cierpiec. Czekalismy niedlugo bo zaczelam silnie krwawic - boks, lozko, czekamy na kogos. Kiedy przyszla pielegniarka, uznalam ze moge isc do domu bo skurcze nieco odpuscily - nie, musza zrobic morfologie bo krwawie. Ok. Zanim przyszly wyniki morfologii, pod lozkiem zrobila sie kaluza krwi - krwotok. Sciagneli gina z oddzialu - wyglada ze wszystko zeszlo, jesli morfologia be ok, moge isc do domu. Tyle ze zaczelam "odjezdzac", a cisnienie mi poszlo bardzo w dol, wiec zapakowali kroplowki i wyslali na oddzial. Do popoludnia nastepnego dnia. Jedno co mi sie podobalo to zyczliwosc i "przeplywm informacji" - o kazdej *******e informuja, sa usmiechnieci i po ludzku mili. Przy wypisie wyznaczyli scan kontrolny, na ktorym okazalo sie ze mam niewielka resztke w macicy. Decyzja? Tabletki. Dzien w szpitalu bez zadnego efektu, ale sympatycznie. Potem musialam byc w kraju, po powrocie jeszcze jeden scan - czysto. Przy okazji ostatniego scanu, techniczka pytala czy bedziemy jeszcze probowac bo jakby co to ona dokladnie by macice obejrzala, endometrium itd. Jak milo... Generalnie - wolala bym prowadzic ciaze w Polsce, ale jak juz musze ja tracic, to w UK.
 
reklama
Dołączył(a)
12 Sierpień 2011
Postów
1
Witam. Poronilam 4 sierpnia 2011. Jestem tydzien po lyzeczkowaniu. Zabieg mialam wlasnie robiony w Anglii. Jesli chodzi o opieke lekarzy, pan poloznych i pielegniarek to jestem rownie zacwycona jak Ty. Byli dla mnie jak rodzina. Poronienie zaczelo sie bardzo szybko, zaczelam krwawic jak przy okresie i do tego bole brzucha. Zaczelo sie okolo godziny 3 w nocy. Niezastanawialm sie dlugo, tylko obudzilam meza i pojechalismy od razu do szpitala. Pilegniarki natychmiast polozyly mnie w gabinecie ginekologicznym i pani doktor zbadala mnie uwaznie. Kiedy wstalam z kozetki i ubralam, poczulam jakbym zrobila siusiu. wiedzialam ze to byla krew. Wtedy wpadlam w panike. Pilegniarki zaprowadzily mnie do lozka, mialam swoj pokoj. Przyszla pani doktor i powiedziala ze to dziecko prawdopodobnie chce sie wydostac. Bylam zdziwiona i powiedzialam ze to dopiero 12 tydzien. Spojzala na mnie ze smutkim i pokiwala tylko glowa. Na poczatku niewiedzialm o co jej chodzi dopiero za chwile dostalam tak strasznych skorczow brzucha, ze niewiedzialm co ze soba zrobic. Poszlam do toalety bo od tego dostalam biegunki. I wtedy wlasnie poczulam jak cos mi wylecialo z pochwy. Kilka tygodni wczesniej, moja kuzynka ktora byla wtedy w 7 miesiacu miala tak samo obwite krwawienia i tez jej wylatywaly duze skrzepy, ale okazalo sie, ze jest wszystko w porzadku. Pomyslalm wiec, ze moze mam to samo. Lecz kiedy wstalam z toalety zobaczylam jakby rozowy kawalek jakby miesa i wtedy przestal na chwile bolec brzuch. Od razu poszlam do pielegniarki i jej to pokazalam. Powiedzial ze wezmie to do zbadania. kiedy wrocila do mnie ja wciaz siedzialam na toalecie bo strasznie krwawilam. Poklaskala nie po plecach i powiedziala, ze niestety to bylo moje dziecko. Stala przy mnie jeszcze jakis czas, czekala az sie uspokoje. Myslalm, ze to juz po wszystkim, mialam tylko dostac tabletki na oczysczenie. Okazalo sie ze stracilam za duzo krwi i cisnienie spadlo bardzo mocno i musialm natychmiast dostac kroplowke zeby cisnienie sie unormowalo. Bylo ze mna bardzo ciezko. Kidy po kroplowce cisnienie wrocilo do normy natychmiast zabrano mnie na sale operacyjna na lyzeczkowanie. Pani pielegniarka caly czas byla ze mna, odpowiadala cierpliwie na kazde moje pytanie, trzymala mnie za reke i mowila, ze bedzie wszystko w porzadku. Nigdy w zyciu nie mialam operacji ani narkozy wiec strach byl wielki do tego stopnia, ze trzeslam sie jak osika. Wszystko poszlo tak szybko, ze pamietam jak lekarz powiedzial mi ze za 3 minuty usne, a ja odliczalam w myslach czas i wiem, ze nawet minuty nie trwalo jak zasnelam. Kiedy sie obudzialm bylo przy mnie mnustwo pielegniarek. Pmietam ze kiedy sie obudzial zaczelam strasznie plakac i mowilam ze stracilam dziecko. Panie pielegniarki trzymaly mnie za reke caly czas. Uspokoilam sie jak dostalam tlen. Przez nastepne 1,5 godziny caly czas byly przy mnie dwie pielgniarki, z ktorymi moglam rozmawiac o tym co sie stalo. Jedna nawet wiedziala co przezywam, bo niedawno tez stracila dziecko. Bardzo mnie pocieszala. Nastepnego dnia wyszlam do domu. Jestem szpitalowi w Sothend on sea bardzo wdzieczna za opieke jaka mi dali w tych trudnych momentach. Bede im wdzieczna do konca zycia. Niewiem czy w Polsce mialambym taka opieke. Teraz walcze z myslami, ktore nie daja mi spokoju. Na kilka dni przyjechali moi rodzice, byli szczesliwi, bo 8 sierpnia mieli razem ze mna i moim mezem zobaczyc pierwszy raz ko. Wracam szybko do pracy, bo juz po poltora tygodnia po poronieniu, ale nie chceswoje wnuczatko. Mieli do polski wrocic ze zdjeciem a wrocili z placzem. Z jednej strony ciesze sie, ze niwidzialam jeszcze malenstwa na scanie, ale i tak jest bardzo ciez siedziec juz w domu sama. musze przestac myslec, bo to tak strasznie boli. Nie moge sobie poradzic. Jak Wy sobie poradzilyscie po stracie dziecka? pozdrawiam serdecznie.
 
Do góry