Pierwsze święta jakie było po odejściu Wojtusia do Wielkanoc. Każdego dnia byliśmy na cmentarzu. Mamy tam ławeczkę i mogłabym na niej siedzieć godzinami. Teraz też pewnie pojedziemy w każdy dzień świąt. Nie lubię jak ma tam ciemno dlatego często jeździmy żeby zapalić mu światełka.
Często mam tak, że np jadę gdzieś autobusem, coś sobie pomyślę i łzy same mi lecą. Albo leżę w łóżku, przyjdzie jakaś myśl i zaczynam płakać. Nigdy nie sądziłam, że spotka nas coś takiego. Że w wieku 30 lat będę stać nad grobem własnego dziecka. Nadal omijam wózki, reklamy z dziećmi, wszystko co z nimi związane. Pewnie jak urodzę to to się zmieni, ale na razie nie potrafię się przełamać. Wojtuś był zaplanowanym, wyczekiwanym dzieckiem i nigdy nie pogodzę się z tym, że go z nami nie ma.