Dorator i Kota wiem, że macie sporo racji ale to nie jest takie proste. Gdy się widzi swoje fotki sprzed ciąży, gdzie wyglądało się rewelacyjnie i widzi się fotki teraz gdzie dużo więcej odstaje, trochę wisi to jest przytłaczające. W ciągu dnia mam dużo zajęć z Niną: rehabilitacje, logopeda, dużo poświęcam jej czasu w domu. Jestem też matką nadgorliwą w niektórych kwestiach np. jedzenia-myślę, że tylko ja ją nakarmię tak jak trzeba(ta logopeda mnie tak nastawia). Lubię kontrolować wszystko co związane z Niną. Nie mam niestety za często luzu dla siebie. Do czego dążę: mój mąż wyjechał gdy mała miała niespełna 3 tygodnie i do lipca wychowywałam ją w pojedynkę. P. był weekendowym ojcem. Kończył szkołę w Poznaniu. Zapuściłam się strasznie. Czasami nie miałam siły zrobić z sobą porządku i mimo, że mam wspaniałych rodziców i teściów, to nie chciałam często żerować na ich życzliwości, by mieć chwilę dla siebie. To co się działo ze mną po porodzie było dosyć dziwne. Kiedy odwiedzały mnie koleżanki-a żadna nie ma ani męża ani dziecka, to widziałam super ubrane laski, "wykosmetyczone", dopracowane w każdym szczególe. Jestem 1 z moich znajomych, która ma już rodzinę i zanim zadbam o siebie muszę ogarnąć dziecko, męża i dom. Po takim ponad półrocznym "nic dla siebie nie robieniu", prowadzeniem szybkiego trybu życia (bo najpierw rehabilitacja i dziecko, dopiero gdy ma drzemkę to jestem JA) ciężko jest się doprowadzić do ładu. Taką kurą jestem-zdaje mi się. Przykro mi gdy widzę koleżanki, które świetnie wyglądają i choć wiem, że mam powodzenie u mężczyzn i podobam się mężowi to czuję się mniej atrakcyjna. Wyautowana. Moje ciało się zmieniło. Nie spodziewałam się tego-dlaczego-moja siostra jest mniej więcej mojej postury i mimo to, że urodziła syna to ma piersi jędrne, 0 cellulitu, wagę niższą niż ja. Myślałam, że będzie podobnie i było-nie mam rozstępów

) PO CIĄŻY. Ale kiepsko się czuje kiedy wszyscy mi mówią -ostatnio nawet 7letnia kuzynka mego męża- A. chyba Ci się przytyło... A teściowa dokłada i mówi-że teraz fajniej... No to wtedy już wogle czuję się do dupy...
Z garderobą nie jest tak łatwo. Ja mam siostry, które cierpią na zakupoholizm. Nie są w stanie założyć na siebie nawe1/3 ubrań, które posiadają. W zasadzie nosiłyśmy niegdyś ten sam rozmiar i ja dostaję od nich paki ciuchów. W życiu nie kupiłabym sobie takich ubrań, które one mi wysyłają, bo nie stać by mnie na to było, a musiałabym wywalić z 5 szaf...co się nie kalkuluje ;P bo na każdym wieszaku z 8 par rzeczy wisi.
A i spacery - ja dużo spaceruję z Niną i robię nie małe dystanse ale to kropla w morzu. Chciałabym zorganizować sobie rower wieczorami ale zazwyczaj P. ma wtedy piłkę, ryby. Muszę chyba jednak wypracować z nim jakiś kompromis.