U nas rzadko zdarza się płacz, choć czasem i tak bywa. Jak wychodzimy po południu, to Filip przeważnie jest już zmęczony i chętnie wraca. Jak wychodzimy rano i trzeba wracać na obiad, to kuszę go jakąś obietnicą - a to,że obejrzymy ulubioną bajkę, a to przypomnę mu jakąś zabawkę, która akurat jest na topie, a to poprostu czymś zagadam i powoli odwracam uwagę od huśtawek czy karuzeli.... a czasem mówię, że mamusi chce się siku i nie może na trawkę, bo tylko dzieci tak mogą, a mamusie muszą do łazienki - o dziwo działa :laugh:. W każdym razie staram się czymś go zagadać lub zachęcić tak, żeby nie było przymusu, ale żeby sam szedł. Oczywiście są sytuacje, kiedy trzeba wracać, a on nie chce. Wtedy poprostu biorę pod pachę i idę, a po drodze staram się czymś zagadać. Trochę popłacze, ale przeważnie szybko mu mija.
pozdrawiam
nikita