Wow, Dziewczyny aż się w głowie nie mieści jakie mogą być teściowe, mamy...Owszem zawsze było wiadomo, najczęściej z kawałów, jakie one są. No, ale przecież te kawały skądś się wzięły, nie

Bardzo Wam współczuję. ja bym nie zniosła teściowej wtrącającej się do kuchni i do mojego życia.
Na szczęście mam super teściową, a o teściu juz nie wspomnę. Super facet. Ale muszę przyznać, że kilka razy teściowa mi podpadła. A zaczęło się dopiero po urodzeniu mojej starszej córeczki. Przyjechała do Wawy nazajutrz po porodzie i jak wróciłam ze szpitala, to Ona już u nas była. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że na każdy płacz, każde chrząknięcie mojej Oli, teściowa juz była przy Niej i brała na ręcę. A mnie szlag trafiał. Uważałam, że po wyjściu ze szpitala, w nowym miejscu Dziecko w takiej sytuacji powinno poczuć matkę. Najgorsze bylo to, jak po zapaleniu papierosa, bez mycia rąk podleciała do Oli, bo ta płakała i od razu Ją hyc... na ręce. Dobrze, ze akurat zaraz wychodziłam z domu, bo musiałam podejść do przychodni rejonowej i mogłam dac upust swojej złości.
Ale to nie koniec podpadzioch...Kąpaliśmy Małą i teściowa źle założyła przewijak na łóżeczko i Ola niestety poleciała pod skosem głową do dołu. Po prostu przewijak osunął się z jednej strony. Tak się Maleństwo wystraszyło, że jak Ją szybko złapałam i wzięłam na ręce, to az się zsikała. A teściowa jakby nigdy nic chciała asystować przy kąpieli. I tak zrobiła wciskając się tam, gdzie nie było miejsca...A gdy juz ubieraliśmy płaczącą Olę, która nie lubiła sie ubierać, tesciowa przypieczętowała ten wieczór stwierdzeniem, "oj ide już stąd, bo ja bym to lepiej zrobiła". Chodziło Jej o nasze nieudolne ubieranie. A to przecież bylo nasze pierwsze dziecko i druga z kolei kąpiel.
Odpowiedziałam teściowej ze złością: "no to proszę bardzo"
Bylam strasznie zła i miałam dosyć Jej obecności u nas w domu. Nie mogłam dojść do swojego płaczącego dziecka, bo ta zaraz była przy Niej i brała na ręce.
Potem jeszcze, jak Ola kończyła roczek w czerwcu, to teściowa wymyśliła sobie, że kupi i przywiezie ten pierwszy tort od siebie. A mieszkają ok. 450 km. od Wawy. Niby nic, ale moglaby pomyśleć, że to ja chcę mieć przyjemność z kupienia pierwszego tortu swojego Dziecka. I tę przyjemność właśnie miałam. Podziękowaliśmy grzecznie i sama go kupiłam. Miałam z tego wielką przyjemność i nawet wybieralam napis

Ale co? Oczywiście uslyszałam komentarz, ze tort był niezbyt i ten od Nich z cukierni byłby o niebo lepszy.
To tyle, jesli chodzi o stosunki z teściową. Poza tym jest ok. Pomaga i to dużo, teściu oczywiście też. Nie wtrąca się, nie obstaje za synkiem. Zawsze jest po środku. Chociaż synalek zawsze przyjmuje stronę mamusi. To jest Jego autorytet i najchętniej to by znalazł sobie taką samitką żonę. Młodszą kopię swojej mamy
Teściowa przyjechała nawet jak się dowiedziala, że wylądowałam ze swoją młodszą w szpitalu, choć to było przed samymi świętami. Swoją starszą miałam gdzie zostawić, ale Ona przyjechała i chwała Jej za to. Bardzo Ja lubię, choć wkurza mnie to, ze lubi mieć rację i lubi jak Ją inni słuchają. Tak zawsze pomanewruje, by Jej pomysł został zrealizowany.
A ja niestety nie potrafię się podporządkowywać.
Ale wiecie co? Nie potrafię powiedzieć do teściów, mimo ze Ich bardzo lubię i szanuję, "mamo, tato" W ogóle ten zwyczaj wydaje mi się głupi. Rodziców biologicznych, którzy mnie wychowali przecież mam i nie widzę powodu, dla którego do "obcych" ludzi mam się zwracać tak, jak do swoich rodziców. Jacy Oni dla mnie rodzice?
Wiem, ze to inne "mamo,tato", ale wypowiadane brzmi podobnie. Czy jestem głupia?
pozdrawiam