Ok,jestem.Jak wiecie jestem w 26dc.Dzisiaj robiłam betę w nadziei na dzieciaczka lecz nie wyszły.Były łzy itp,itd.
Jak wrócił mój mąż rozmawialiśmy i mówię do niego:czuję się jakbym teraz miała owulację,mam brzuch spuchnięty,rwie mnie i mam mdłości (objawy ciążowo-owulacyjne) no i ten śluz....dużo.No ale to jest nie możliwe.
Wróciliśmy do domu i poszłam do toalety,w ostatnim momencie przechwyciłam mocz(pojemnik na szczęście stał blisko) i zrobiłam ostatni test owulacyjny,coś mnie tknęło a że był pod ręką jeszcze jeden to zużyłam.Patrze a tam krecha kontrolna w normalnym kolorze a owulacyjna ciemna i grubachna.
Wychodzi na to,że jestem w trakcie owulacji!!! (24h-48h do)!!!!
Ale jak to możliwe w 26dc???
W tym miesiącu właśnie miałam problem z wyczuciem owulacji...jakbym jej nie miała a pilnowałam śluzu i testy robiłam.W końcu 19dc odpuściłam.
Czy to normalne?Chyba nie...ale ja niedawno byłam dawczynią komórki jajowej i przechodziłam stymulacje,zmienianie cyklu itp....może to przez to?
W każdym razie jestem w lepszym humorku bo skoro to owulucja to mam szansę na dzidziusia

Jak myślicie?
Ależ się rozpisałam

)))