Hej dziewczyny. Pisze z opóźnieniem bo dopadło mnie zapalenie płuc i byłam trup.
U nas ze spaniem były kłopoty ale jest trochę lepiej. Ale przez kilka dni było spanie tylko i wyłącznie na rekach

myslalam, że to zęby ale nic nie wyszło.
Za to jest klopot z jedzeniem. Pociągnie cyca pare razy i koniec. Zmniejsza mi się przez to ilość pokarmu
A obiadki musi mieć gładkie bo pluje. Czasem jak ma dobry dzień to mogą być jakieś kluseczki pokrojone albo warzywko. Jak ma średni dzień to obliże te kluski i wypluje (nitka rosołowa pokrojona więc to mega wyczyn). A jak ma zły dzień to zwymiotuje to co zjadl

Dzielnie jednak codziennie proponuje mu coś o niegładkiej konsystencji z nadzieją, że może dziś będzie dobrze.
Jak próbuje dać mu coś w kawałku to sytuacja jest podobna. Jedyne co do tej pory przeszlo to papryka w dużym kawałku i pomidory bez skórki.
Pić nie chce. Napije się kilka łyczków przy obiadku i koniec. Dodam, że obiadek je jeden ok 100-150g i czasem podwieczorek mniejszy trochę. A czasem wcale prawie nie zje tylko cyc i cyc. Czasem ten cycuś jest 7 razy a czasem 11. W nocy tracę rachubę czasami. A dzisiaj np obudzil sie tylko raz. Rano nie mogłam w to uwierzyć.
Jestem już mega zmęczona tym jego jedzeniem i się martwię o niedobory zwłaszcza, że gorzej przybiera na wadze od jakiegoś czasu.
Zazdroszczę trochę mamom, których dzieci jedzą chociaż trochę same bez żadnych wymiotów, krztuszenia, plucia itp.
Trzymajcie się cieplutko
