Witaj
mysza!
Ja tez jestem w dziewiątym miesiącu ciąży, z tą tylko różnicą, że to moja trzecia ciążą:-)
POwrót do formy po to bardzo indywidualna sprawa. Wielkie znaczenie ma tu wsparcie ze strony partnera i otoczenia. Nie będę ukrywać, że pierwszy raz był u mnie znacznie trudniejszy niż drugi - huśtawka hormonów i osłabienie po porodzie, jak rownież brak zrozumienia ze strony najbliższych zrobily swoje. KOlejnym razem byłam już mądrzejsza i nie słuchając rad wątpliwiej jakości postawiłam na swoim i rodziłam tam gdzie chciałam, z kim chciałam, pod czyja opieką chciałam. Do tego nie udawałam, że wszystko jest OK jak było zupełnie odwrotnie. Myślę, że nie bez znaczenia jest też pora roku kiedy przychodzi nam rodzić - moje pierwsze dziecko urodzilo sie w styczniu i jestem zdania, że gorzej nie mogłam trafić- bardzo nasiliło to moja depresje poporodową (krotkie dni, mało słońca, nie możność szybkiego wyjścia na spacery z dzieckiem, utrudnine kontakty towarzyskie ze względu na wszechobecne infekcje).
A co do formy rozwiązania, no cóż.... JA jestem za fizjologicznym. Po rozmowach z wieloma kobietami, ktore rodziły i tak i tak jestem przekonana, że wbrew pozorom jest to łatwiejszy sposob rozwiązania i mnie inwazyjny i łatwiej dochodzi sie po nim do siebie. A co do znieczulenia.... oba razy rodziłam bez i wcale nie trwało to super krotko, ale jak potem byłam na sali z dziewczyna po znieczuleniu, to miałam odczucie, że jej coś strasznego dolega a to porostu odchodziło znieczulenie. WSzystko zależy od tego jak jest prowdzony pród. Mój drugi był prowadzony rewelacyjnie .... przez telefon. Położna sie na sali nie sprawdziła i za nim przysłała koleżanke na swoje miejsce, to ja już załatwiłam polowę sprawy przez konsultacje z inną przez telefon. Wystarczyło mnie tylko spuścic z łóżka i pozwolić chodzić. Poszło jak spłatka, chociaż wcześniej przez 3 godziny 0 postępu

Co do satysfakcjonującego współżycia to.... że jest inaczej wcale nie znaczy, że jest gorzej czy źle. Ja śmiem twierdzić, że nawet lepiej:-) i to cały czas z tym samym mężem:-)
To co chciałabym podkreślić, to że ten ból jest po to, żeby dawać nam znaki co robić i jak daleko jesteśmy - wbrew pozorom jest on naszym sprzymierzeńcem, a kiedy dostajemy dziecko w ramiona natychmiast sie o tym zapomina

I co najważniejsze RUCH - w trakcie porodu (jeśli nie ma przeciwskazń), po porodzie jak najszybciej (oczywiście bez przesady) i potem jak już sie jest w domu. Polecam jogę, i wszelkie inne ćwiczenia wspomagające powrót do formy po porodzie.
Gwarantuję Ci jeśli byłoby to takie straszliwe, to nie myślałabym juz teraz o czwartym dziecku

:-)
POzdrawiam cieplutko!