reklama

Sen maluszkow

reklama
Natolin też uważam, że mąż mógł wstać i zabrać go z łóżeczka a nie Tobie prawi morały. U nas nie przejdzie opcja że jest już rozbudzona, stoi i krzyczy a potem zasypia.

Margerritta współczuję, to jak to opisałaś normalnie jest dla mnie szokiem. U Nas co prawda zdarzały się takie akcje ale była to wina albo ząbkowania, albo nadmiaru wrażeń albo ją coś bolało. Czasami godzinami siedziała u mnie na rękach, nie mogła się uspokoić. A Ty chyba byłaś już w tej sprawie u dr??? Coś powiedział konkretnego???
 
Dziewczyny po pierwsze mąż wstawał za niedługo do pracy, więc nie bardzo miał jak się nim zająć, a po drugie dostał by ode mnie za to zje.by, bo ja jestem właśnie taka wyrodna, że jak jest jeszcze wcześnie to do niego nie wstaję - oczywiście jak widzę, że nic mu się nie dzieje i się drze, a nie płacze. Oczywiście gdyby to trwało niewiadomo jak długo to bym poszła, ale on po max 5 minutach już spał, a może nawet szybciej.
Margerrita szczerze mówiąc to nie wiem jak to się stało. Kiedyś trzeba było go usypiać (szczególnie w ciągu dnia, bo wieczorem to nie) i każde zasypianie każdego dnia to była dla mnie masakra. Aż w końcu stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobić i zaczęłam go kłaść samego. Krzyk był, ale po paru dniach udało się i teraz zawsze zasypia sam, chociaż czasem krzyczy, ale przeważnie zasypia szybko.
 
roxi, ale mi nie chodziło o to że młoda rano się budzi i drze a ja to olewam. ona jak się budzi to zazwyczaj z płaczem ale po chwili (krótszej lub dłuższej) w końcu się rozbudza i słyszę jak z miśkami gada:rofl2:a jak jej się i to nudzi i zaczyna wołać "dzidzi idzi" - czyli dzidzi chce iść i mama po nią idzie, a jaki wtedy banan na paszczy:cool2:już kilka razy się zdarzyło że poszłam od razu jak się jeszcze nie rozbudziła i musiałam ją pół godziny na rękach uspokajać - podziękowała ja za taki interes:tak:
 
iduś, a ja absolutnie o tobie nie pisałam ;-) odniosłam się tylko do tego co nat pisała o "akcji" z mężem :tak: A przecież każda z nas wie jak zareagować na zachowanie własnego dziecka, na mojego brzdąca trzeba reagować odrazu bo potem jest tylko gorzej :baffled: a twoja Misia potrzebuje się jeszcze skonsultować z przyjaciółmi-maskotkami za nim wstanie na dobre :-) nat to już wogóle ma komfortową sytuacje, że Piotruś jeszcze sam potrafi zasnąć ach ile razy ja o tym marzyłam :sorry::rolleyes2:

kania
, Patryk też dzisiaj daleki był od zaśnięcia :confused2: hmmm może coś w powietrzu wisi:shocked2::ninja2::-p
 
U nas to jest tak,że amelka w ogóle nie jest nauczona jakiegoś usypiania i nawet,jakbym chciała,to nic by to nie dało.Ale z tym jej zasypianiem samodzielnym to różnie bywa i jeszcze zalezności nie odkryłam:baffled:.Raz zasnie sama bez najmniejszego kwęknięcia,wypija mleczko,bierze smoczka,misia i spi.A innym razem cuduje w łóżeczku,takiego pałera dostaje,że szok...I to jest tak,że skacze,skacze,smieje się,gada,a potem zaczyna marudzić,wyrzucac misia,smoczka z łóżeczka,trzeba podejść,położyc.Czasem tak wędruję nawet kilka razy,bo po położeniu znów wstaje,a widze,ze zmęczona i senna.W sumie jestem z tego zadowolona,mimo czasowych trudności z uśnięciem,bo wiem,że w rzaie czego mogłabym zostawić ją np. pod opieką mamy i też dałaby sobie radę.
W nocy takie niewyjasnione płacze zdarzają się,wtedy najlepiej wziąć na ręce,przytulic,by się uspokoiła ,czasem położyć w moim łóżku- dziś np. spała ze mną.Ale to tylko w takich wypadkach,bo normalnie by nawet nie zasnęła ,łóżko to dla niej trampolina i wszystko inne,ale nie miejsce do spania.
Rano budzi się spokojnie- siada w łóżeczku,wygląda przez szczebelki,pobawi sie chwilę misiem czy lalą.Ale po kilku minutach zaczyna się marudzenie i wtedy trzeba już ją wziąć,bo byłby ryyyk.
Wydaje mi się,że każda z nas już na tyle zna swoje dziecko,że wie,jak postępowac,na jakie marudzenie reagować,bo się rozkręci,a jakie lepiej zostawic w spokoju,zeby gorzej nie było.
Margerrita- a jak Patryk zachowuje się w dzień?Zauważyłaś jakąś zmianę,czy wszystko jest "po staremu",tylko te nocne pobudki?Może taki okres po prostu- jakies lęki nocne,koszmary,często to się zdarza dzieciaczkkom w tym wieku.i nic na to nie poradzisz,trzeba czekac,aż minie....:no:
 
Ida spokojnie - wiemy, że Ty nie jesteś taka wyrodna jak ja
Roxi nie przesadzałabym z tym, że mam tak super, bo to dosypianie to rzadko się zdarza, a i tak moje dziecko wcześnie wstaje, nawet jak dosypia.
Nie mniej dla mnie podstawą jest, że wieczorem zasypia sam i praktycznie zawsze przed 19 już śpi, więc mam wieczór dla siebie.
Natomiast z tym krzykiem to po prostu zaobserwowałam, że to można przeczekać. Może jestem zła matka (nigdy nie mówiłam o sobie, że jestem w tym dobra), ale dla mnie sen to podstawa i jak on dzisiaj obudził się w okolicach 3 i tak - nie płakał, ale u siebie spać nie, wzięłam go do łóżka w jego pokoju to już harce zaczynał to stwierdziłam, że nie ma mowy, żebym ja o tej godzinie zaczęła noc i włożyłam go do łóżeczka i wyszłam. I okazało się, że mimo iż wyglądał na rozbrykanego to po minucie czy dwóch krzyki ustały i spał do 6:50
 
U nas to jest tak,że amelka w ogóle nie jest nauczona jakiegoś usypiania i nawet,jakbym chciała,to nic by to nie dało.Ale z tym jej zasypianiem samodzielnym to różnie bywa i jeszcze zalezności nie odkryłam:baffled:.Raz zasnie sama bez najmniejszego kwęknięcia,wypija mleczko,bierze smoczka,misia i spi.A innym razem cuduje w łóżeczku,takiego pałera dostaje,że szok...I to jest tak,że skacze,skacze,smieje się,gada,a potem zaczyna marudzić,wyrzucac misia,smoczka z łóżeczka,trzeba podejść,położyc.Czasem tak wędruję nawet kilka razy,bo po położeniu znów wstaje,a widze,ze zmęczona i senna.W sumie jestem z tego zadowolona,mimo czasowych trudności z uśnięciem,bo wiem,że w rzaie czego mogłabym zostawić ją np. pod opieką mamy i też dałaby sobie radę.
W nocy takie niewyjasnione płacze zdarzają się,wtedy najlepiej wziąć na ręce,przytulic,by się uspokoiła ,czasem położyć w moim łóżku- dziś np. spała ze mną.Ale to tylko w takich wypadkach,bo normalnie by nawet nie zasnęła ,łóżko to dla niej trampolina i wszystko inne,ale nie miejsce do spania.
Rano budzi się spokojnie- siada w łóżeczku,wygląda przez szczebelki,pobawi sie chwilę misiem czy lalą.Ale po kilku minutach zaczyna się marudzenie i wtedy trzeba już ją wziąć,bo byłby ryyyk.
Wydaje mi się,że każda z nas już na tyle zna swoje dziecko,że wie,jak postępowac,na jakie marudzenie reagować,bo się rozkręci,a jakie lepiej zostawic w spokoju,zeby gorzej nie było.
U Nas też tak jest, raz tak raz tak... ja się już do tego przyzwyczajam :-) A co do drugiej kwestii to masz rację. Każda z Nas ma inne dziecko i zna je najlepiej i jak z nim postępować. Można doradzać ale nie zawsze te rady pomagają, same musimy znaleźć złoty środek na te Nasze Pociechy :-) Dziś nocka nieprzespana...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry