reklama

Sierpień 2009

  • Starter tematu Starter tematu mags777
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
Jak ja nie cierpie jak pada......
A miałam wam opowiedzieć wrażenia po wczorajszej wizycie ze szkołą rodzenia na oddziale położniczym! Gapa ze mnie. Śpie jeszcze:sorry:
Otóż uczuć wyższych brak. Może dlatego, że nie w tym szpitalu mam rodzić ale jakby wydarzyło się coś niespodziewanego to się nie boję. Oddział, sprzęt,pokoje, łazienki etc. wszędzie wsadzaliśmy nosa. I powiem szczerze, że jedynie niekompetencji ludzi (czyt. lekarzy) najbardziej się boję. Bo szpital nie jest przygotowany do przyjęcia ewentualnych wcześniaków. Ale przyjmują takie porody jak któraś babka za późno się stawi do szpitala i już nie można jej transportować 60km do Gdańska.
A w szpitalu ,w którym będziesz rodziła nie można umówic sie i wejśc na oddział ???Bo u mnie moża po uprzednim umówieniu sie z położną (żeby miał nas kto oprowadzać i pokazywac.Ja ten oddział widziałam już 9 lat temu ,ale od tamtego czasu trochę sie pozmieniało no i kapitalny remont był,więc na pewno sie tam wybiorę).
 
reklama
Nawet salkę operacyjną do cesarskiego cięcia zwiedzaliśmy. Malutka z okienkiem dla tatusia, żeby mógł zobaczyć co się dzieje.
A najważniejsze! Zaczynają remont i od 23 lipca oddział położniczy będzie zamknięty (niby na 2 tyg.) ale znając życie to pewnie przez miesiąc do mojego rozwiązania, więc się nie nastawiam.
 
Oczywiście jakby co (odpukać) to krzyczymy, że chcemy poród rodzinny, bo bez tego rodzi się na sali ala rzeźnia z trzema łóżkami porodowymi, przedzielonymi ściankami o wysokości półtora metra. Z pięknymi kafelkami w kolorze zielonym bardzo charakterystycznymi dla okresu PRL. Zresztą pani położna sama przyznała, że pomieszczenie nie było remontowane przez ponad 30 lat.
W Zielonej Górze też tak jest ,ale oprócz tego są jeszcze osobne sale (tak jak pisałaś do porodów rodzinnych).Tam gdzie ja rodzę to sa wszystkie sale osobne;-)
 
Ja się naczytałam i nasłuchałam o moim szpitalu i jedyne czego się boję, to pobytu na poporodowej, bo w trakcie kobitki sobie bardzo chwalą położne, lekarzy, możliwość chodzenia, kucania, bujania na piłce, czy wzięcia prysznicu i takich tam "głupot" uspokajająco-rozluźniających.
 
Można zwiedzać chyba każdy odział położniczy w każdym szpitalu. Tylko mój jest oddalony o jakieś 90km, więc trochę mi będzie trudno. Ale pomyślę o zwiedzaniu, bo to chyba nieuniknione, że będę właśnie tam rodzić.
 
...jak to pani położna mówiła, jak zdecydujecie się rodzić w tym szpitalu, to my będziemy bardzo wdzięczni, bo im więcej porodów tym więcej pieniędzy z NFZ...
 
Ale w ogóle dziwne uczucie jakbym zwiedzała z wycieczką i przewodnikiem zamknięty oddział. Bo nie było ani jednej rodzącej, ani jednego dziecka na oddziale noworodkowym, ruch był tylko na patologii ciąży. :confused2:
 
Ja mam tylko jeden w mieście, w okolicy są 2 czy 3 do których jeszcze niedawno kobitki uciekały, ale teraz się odwróciło, no i miałam to szczęście, że chodzę do ordynatora:tak:
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry