reklama

Sierpień 2009

  • Starter tematu Starter tematu mags777
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
reklama
OOj ja tez uciekam bo mnie cos plecy dzis bola od tego siedzenia przed kompem. To wszystko wina pogody, choc jeden plus jest nogi mi troszke odpuchly.
Dobranoc
 
Witam sie wieczorkiem......brat dopiero pojechal,weranda jeszcze nie skonczona.....:szok:.musial duzo drapac starej farby,bo odlazilo piorunstwo,no i zdazyl polozyc tylko gladz.....:baffled:.a jutro bedzie docieranie i gruntowanie....zobaczymy czy z malowaniem sie wyrobi......:confused:....a mialo pojsc szybko,taki maly balkonik,a tyle roboty :szok:


Poczytam co u was sie dzis dzialo,bo jeszcze nie zdazylam.....
 
Ostatnia edycja:
cześć dziewczyny!

dziękuję wszystkim za miłe słowa. I również gratuluję Aneczce!

pewnie się zastanawiacie, skąd się wzięłama na forum.... ano, spędzę tu w szpitalu jakiś czas, na razie mówią o 2 tyg, więc mąż przywiózł mi laptopa, cobym kontakt ze światem miała....
Ale widzę, że jak ja mam wreszcie chwilkę, to wszystkie pouciekały spać..

zdam wam szybką relację, ku przestrodze, że jak mówi Kasia, możemy sobei planować a życie i tak pisze własny scenariusz..
w końcu jeszcze w środę miałam długą szyjkę i mój lekarz niczego niepokojącego nie widział..
W niedzielę poszłam sobie spokojnie spać, jak zwykle ok 1 w nocy wstałam na siusiu, potem napiłam się wody z sokiem i wracałam do łóżka, a tu chlust... pomyślałam, że pęcherz mi już coraz lepsze numery wywija... ale jak ścierałam plamę, okazało się że ręcznik jest różowy, nie żółty........... i wiecie, że się zaczęłam zastanawiać, jaki cudem ta woda z sokiem z malin tak szybko przeze mnie przeleciała...:-D:-D totalne pół mózgu...

potem zadzwoniłam jednak do mojego lekarza, który telefonu nie odebrał....
po jakimś czasie zaczęłam się szykować do szpitala, tak żeby sparwdzić tylko, bo NIC A NIC mnie nie bolało! Wreszcie spakowałam torbę (PRZESTROGA - PROSZE MIEC PRZYGOTOWANE TORBY DUUUUUZO WCZESNIEJ) i obudziłam męża.. do szpitala dotarliśmy ok 4. Podłączyli mnie pod kgt, wciąż ZERO skurczy.... ale ponieważ wody odeszły, podjęli decyzję, że cesarka zamiast 30, będzie wcześniej. kgt skończyło się ok 4:45, potem kwestia papierów i przyjęcia do szpitala. Ok 5:30 podłaczyli mnie do kroplówki, żeby przygotować do cesarki. Byliśmy sami w sali dwuosobowej. Skurcze słabiutkie się zaczęły, ból taki jak przy miesiączce...
Po jakimś czasie znowu kgt, chyba ok 6:30... i już do mnie szedł anestezjolog i położnik, żeby zabrać na sale do cięcia. a ja właśnie dostałam bolesnych skurczy. Położnik sę pochylił, i stwierdził, UWAGA: że na cięcie nie zdążymy, bo JUZ WIDAĆ GŁOWKĘ!!!!!!!!!!!! więc ja w panice: JAK TO?? TO CHOCIAŻ ZNIECZULENIE.
oczywiście, znieczulenia na tym etapie nie dają. Wszyscy dostali jakiejś paniki, położna rozkładała stół/łóżko.. i słyszę jak krzyczy jednocześnie: przyj!!! No więc to parcie bolało jak szlag! A ona: przestań, nie przyj!!!! (wieloródki wiedzą, że nie przeć jest bardzo trudno). Poczułam mocne szarpnięcie, kiedy przekręcała główkę i barki i plum... Remi wymsknął się ze mnie i wylądował wrzeszcząc wniebogłosy na mom brzuchu. Mój mąz stał obok i płakał. W szoku, bo totrwało jakieś 5 min wszystko od czasu przyjścia lekarzy. A od momentu parcia: może 1.5 min. Także miałam szczęście, że to tak gładko poszło. Niestety, nacięli mnie. No i łożysko nie chciało się samo urodzić... Mój lekarz dzisiaj do mnie zajrzał i powiedział, że pojęcia nie ma, jakim cudem Remy przeszedł obok tego mięśniaka!!

Remy leży na wcześniakach, ale Bogu dzięki, mogę do niego chodzić i przystawiać do piersi.

Zdjęcie postaram się zaraz wkleić
 
Ostatnia edycja:
Gosiu, jak miło Cię "czytać"! świetnie, że się dobrze czujesz, że maleństwo silne i że możesz synka widzieć i karmić... no i jaki poród prędki- choć jak piszesz, totalnie niespodziewany! kochana, wszystkiego dobrego, wracaj prędziutko do pełni sił, a my tu trzymamy za Ciebie i Synka kciuki, żebyście prędko wrócili do swojego domku:tak:
 
reklama
dziękuję! każda dobra myśl i modlitwa się przyda.
Remy dostał 10 pkt, ale wiadomo, jak to jest z wcześniakami. Jest słabiutki, bo płucka takie młodziutkie. Posiedzimy tu w szpitalu jakieś 2 tyg minimum, dlatego mąż przywiózł mi laptopa, bo synka i tak przy mnie nie ma cały czas, ale liczę na to, że dadzą mi go do pokoju już z końcem tygodnia! Trzymajcie kciuki!
Na razie wiem już, co oznacza baby blues. Odczuwam na własnej skórze. :zawstydzona/y:
ale trzeba wziąć się w garść.

Zyczę wam z całego serca, żebyście wszystkie urodziły o czasie, no, najwcześniej w 38-39 tc
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry