cześć dziewczyny!
dziękuję wszystkim za miłe słowa. I również gratuluję Aneczce!
pewnie się zastanawiacie, skąd się wzięłama na forum.... ano, spędzę tu w szpitalu jakiś czas, na razie mówią o 2 tyg, więc mąż przywiózł mi laptopa, cobym kontakt ze światem miała....
Ale widzę, że jak ja mam wreszcie chwilkę, to wszystkie pouciekały spać..
zdam wam szybką relację, ku przestrodze, że jak mówi Kasia, możemy sobei planować a życie i tak pisze własny scenariusz..
w końcu jeszcze w środę miałam długą szyjkę i mój lekarz niczego niepokojącego nie widział..
W niedzielę poszłam sobie spokojnie spać, jak zwykle ok 1 w nocy wstałam na siusiu, potem napiłam się wody z sokiem i wracałam do łóżka, a tu chlust... pomyślałam, że pęcherz mi już coraz lepsze numery wywija... ale jak ścierałam plamę, okazało się że ręcznik jest różowy, nie żółty........... i wiecie, że się zaczęłam zastanawiać, jaki cudem ta woda z sokiem z malin tak szybko przeze mnie przeleciała...


totalne pół mózgu...
potem zadzwoniłam jednak do mojego lekarza, który telefonu nie odebrał....
po jakimś czasie zaczęłam się szykować do szpitala, tak żeby sparwdzić tylko, bo NIC A NIC mnie nie bolało! Wreszcie spakowałam torbę (PRZESTROGA - PROSZE MIEC PRZYGOTOWANE TORBY DUUUUUZO WCZESNIEJ) i obudziłam męża.. do szpitala dotarliśmy ok 4. Podłączyli mnie pod kgt, wciąż ZERO skurczy.... ale ponieważ wody odeszły, podjęli decyzję, że cesarka zamiast 30, będzie wcześniej. kgt skończyło się ok 4:45, potem kwestia papierów i przyjęcia do szpitala. Ok 5:30 podłaczyli mnie do kroplówki, żeby przygotować do cesarki. Byliśmy sami w sali dwuosobowej. Skurcze słabiutkie się zaczęły, ból taki jak przy miesiączce...
Po jakimś czasie znowu kgt, chyba ok 6:30... i już do mnie szedł anestezjolog i położnik, żeby zabrać na sale do cięcia. a ja właśnie dostałam bolesnych skurczy. Położnik sę pochylił, i stwierdził, UWAGA: że na cięcie nie zdążymy, bo JUZ WIDAĆ GŁOWKĘ!!!!!!!!!!!! więc ja w panice: JAK TO?? TO CHOCIAŻ ZNIECZULENIE.
oczywiście, znieczulenia na tym etapie nie dają. Wszyscy dostali jakiejś paniki, położna rozkładała stół/łóżko.. i słyszę jak krzyczy jednocześnie: przyj!!! No więc to parcie bolało jak szlag! A ona: przestań, nie przyj!!!! (wieloródki wiedzą, że nie przeć jest bardzo trudno). Poczułam mocne szarpnięcie, kiedy przekręcała główkę i barki i plum... Remi wymsknął się ze mnie i wylądował wrzeszcząc wniebogłosy na mom brzuchu. Mój mąz stał obok i płakał. W szoku, bo totrwało jakieś 5 min wszystko od czasu przyjścia lekarzy. A od momentu parcia: może 1.5 min. Także miałam szczęście, że to tak gładko poszło. Niestety, nacięli mnie. No i łożysko nie chciało się samo urodzić... Mój lekarz dzisiaj do mnie zajrzał i powiedział, że pojęcia nie ma, jakim cudem Remy przeszedł obok tego mięśniaka!!
Remy leży na wcześniakach, ale Bogu dzięki, mogę do niego chodzić i przystawiać do piersi.
Zdjęcie postaram się zaraz wkleić