• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Sierpień 2009

  • Starter tematu Starter tematu mags777
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
a propos debilizmu niektorych rodzicow zacytuje mame jednego z moich pacjentow " pani Olu, niechby on juz sobie te narkotyki bral, tylko do szkoly zeby chodzil " .............

franiowamamo ja glownie na slojach jade tez, primo: wiekszosc czasu spedzamy na dworze i tak wygodniej, secundo: jak kupuje organic czy eko warzywa i miesko to sie marnuja, bo sa w duzych paczkach tylko a czlowiek maly i nie moze dwa tygodnie jesc tej samej zupki przeciez ;-)
 
Ostatnia edycja:
reklama
Wiesz co, dla mnie to jest temat troszkę podobny do kwestii noszenia na rękach dzieci. Nie raz spotykałam się z "ojej, a pani tak cały czas dziecko nosi na rękach??" że musi lezec samo, żeby nie rozpieszczać i inne podobne głupoty. Ale przecież dziecku bliskość matki nie zaszkodzi, prawda? A jak zacznie raczkować, to w nosie będzie miało mamine rączki:) I tak samo jest z tymi co to załamują ręce nad naszym "certoleniem się" z dziećmi. A według mnie to wynika z miłości i świadomości jak ważne to dla naszych krasnali. Żeby nosić, tulić, 100 x czytać etykietki z artykułów spożywczych, nie tuczyć na siłę szanując zdanie dziecka, że ma dość, że nie chce. A jak ktos o mnie pomyśli, że nienormalna jestem, to jego problem:)

a czlowiek maly i nie moze dwa tygodnie jesc tej samej zupki przeciez ;-)

o toto:) Święte słowa:)
Poza tym, sorry, ale szkoda mi teraz czasu na stanie przy garach..:zawstydzona/y: Bo ja do gotowania to mam stosunek taki...niebałdzo..:zawstydzona/y: Jak mus to mus, ale naczęściej przymus:blink:
Ola, ale wypowiedź matki pacjenta to musiałam dwa razy przeczytać żeby zrozumieć... A niby maturę mam:szok:
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
dodam, iz wypowiedz nastapila po polrocznym pobycie syna w osrodku, a mama wraz z innymi rodzicami uczestniczyla w grupie terapeutycznej ...... ja rowniez poczatkowo myslalam, ze sie przeslyszalam albo cos...... cokolwiek ale nie to :-(
 
Ostatnia edycja:
taaaaaaaaaa, ja juz nawet nie wiedzialam co mam jej na to odpowiedziec.......:-(, a rzadko mi sie to zdarza, gdyz naleze do osob powszechnie nazywanych "wyszczekanymi", pozytywnie myslacych i nie poddajacych sie przeciwnosciom
 
kotlet, bigos, narkotyki...

spoko... kazdy jakies priorytety ma... moje są jakie są i muszę stwierdzić ze daleko i im i mnie do normalności...

Jaśka katowałam dietą bezmleczną i bezglutenową - odbieraam mu radość życia bo nie pozwałałam zeby jadł czekoladę...

Monię dręczę rehabilitacją, ciągam zdrowe dziecko po lekarzach, rozpieszczam - sama sobie jestem winna bo ja non stop nosiłam... a jak miałam nie nosić jak płakała??? miałam ją polożyć do łóżeczka, gapić się i pozwolić żeby moje dziecko myślało ze mam je w d***e???
sie zdenerwowałam...sorki...ale mam juz po dziurki w nosie wysłuchiwania ze jak nie pozwole je płakać to potem sama będę to robiła bo mi córka na głowę wejdzie...

zgadzam się z Franiową Mamą że to "certolenie się" wynika ze świadomości i uważam że tu jest pole do popisu dla...no wlaśnie dla kogo??? kto ma uświadamiać mamy? kto ma obalać mity? lekarze niewiele wiedzą o dietach eliminacyjnych a właściwie o składach produktów - co z czego jest zrobione, co w czym siedzi... kto ma uświadomić matce że jak dziecko ma uczulenie na mleko krowie to nie powinna dawać mu np. pasztetu??? albo parówek??? albo...niektórych majonezów???
nie każda matka jest wykształcona... potrzebna jej pomoc ale lekarze... mojej szwagierce pani doktor kazala przejsc na dietę bezmleczną bo maly miał początki uczulenia na białko mleka krowiego a ponieważ był karmiony i cycem i mlekiem modyfikowanym to polecila im mleczko HIPP z probiotykami... no ręce i nie tylko mi opadły jak sie o tym dowiedziałam...

trwa wyścig szczurków...ja osobiście nie potrafię zrozumieć jaki wpływ na dalsze zycie moich dzieci ma to kiedy zaczęły chodzić, ile zjadły czekolady i kiedy dały radę schabowemu...jak słyszę to niedowierzanie pomieszane ze współczuciem ze Monika je tylko 4 produkty to.... fakt, ze też mi jej żal, ale wolę jej czegoś nie dać, niż dać żeby nie dostawać od reszty i potem patrzeć jak mi się dziecko do krwi drapie....


no to się wywnętrzyłam (drugi raz bo mi wcześniej posta zżarło)

natt :-) pomodlę się za Twoją siostrę i za Ciebie zebyś miała siłę ją wspierać

jakubka :-) za Was też zdrowaśkę poslę na górę ;-)

Mika ;-) trzymaj się i nie daj się wodzie...moja rodzinka też się tej wody obawia ale raczej im nic nie grozi bo na pagórkach sie pobudowali...

no a tak w ogóle to byłyśmy dziś na sesji zdjęciowej pochrzcinowej :-) fotki się obrabiają i jak tylko je dostanę to się pochwalę :-) podobno wyszły cudne :-)

dobrej majowej nocki zycze wszystkim sierpniówkom :-)
 
Rubi ja zaraz przy Luboniu na Dębinie jestem i powiem ze woda coraz blizej!! zalało ujecie nam wody cały park z placem zabaw a dzis kazali piwnice zabezpieczyc pradu tez nie było!
Warta ma juz 6metrow, z okna widze ze się zbliza, dobrze ze na 3pietrze mieszkam.

Mąz pojechał pod szkołe po Rafałka dzis wrócił z zielonej szkoły, Alicja ma zapalenie spojówek, lekarka nic wiecej nie zauwazyła a mala lezy teraz z gorączką...i sapie:-(

a Starszy wyszedł o 21szej i slad po nim zaginął, telefonu nie odbiera!
 
reklama
ehhh... ta cholerna wielka woda... tydzien temu cała rodzina dzwoniła do nas a dzis jak przeczytałam to zaraz ja za telefon chwyciłam...najbardziej się baąm o kuzyna bo wybudował dom a jeszcze tam nie byłam i zupełnie nie kojarzyłam gdzie mieszka i czy daleko od Warty...

a po powodzi z 1997 roku moi rodzice nabyli kuchenkę na gaz... wcześniej wszystko było na prąd a po powidzi jakiś czas prądu nie było... rodzinaka (właśnie z Poznania) nazwoziła nam jedzenia a nie było jak ugotować...
no i hitowy numer wycięła siostra mojego taty... stwierdziła ze nam ogórki zalało to narwała ogórów, umyła, dała wszystko do kiszenia - koper, chrzan, liście winogron..no wszystko i stwierdziła ze teraz musimy to tylko powsadzać do słoików i zalać wodą...taaaa... a słoiki potopione w piwnicy, ciepła woda na prąd, którego nie było...tata jeżdził i szukał słoików po sklepach :-D :-D

no...jakieś zabawne akcenty powodziowe pamiętam :-) jeszcze jak pływałam po mieszkaniu w wannie blaszanej ;-) niezapomniane wrazenie ;-)
ale nikomu nie zyczę choćby centymetra wody w domu.... i jak mi sie przypomniało ze Mika w Luboniu mieszka to....
a tu jeszcze sempe zagrożona...trzymajcie się dziewczyny!!!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry