ja tez panikuje ale nie mam wyjścia. Najgorzej że szpital gdzie chodzę na wizyty mam 40 min pociagiem, mam wizyty z polozną (to tak trochę pielęgniarka, trochę felczer) i lekarzem położnikiem, ale zawsze jak bym chciała to mogę się udać tu na miejscu do połoznej. W środy jest coś takiego że jak się przyjdzie o którejeś tam godzinie, i ma się to szczęście że nie ma w kolejce dużo dziewczyn, to połażna przyjmuje przez godzinę.
Poprzednio jak się coś działo to jechałam do tutejszego szpitala,ale już tam nie chce. Nawet gdybym musiała, to nie maja moich notatek, tylko to co u mnie w zeszycie, nawt dostępu do nich bo to juz inne hrabstwo, inny system