polianna baaardzo dobrze że Cię bombusia wyrwała

tęskno było za Twoimi postami

a to co teraz napisałaś o tym spacerowaniu z dwójką dzieci - no jakbym siebie widziała... tyle że ja mam "łatwiej" bo mieszkam w parterowym domku więc odpadają mi kursy z dziećmi i wózkami, ale mój starszy z kolei chce z rowerkiem, nie chce w tą stronę chce w drugą, nie chce za rączkę - chce trzymać się wózka, nie chce trzymać się wózka, chce loda - koncert życzen non stop i jak mam iść z nimi i pchać wózek i non stop przekomarzać się z Olkiem do mi dosłownie skóra na d*pie wiotczeje....
już kilka dni nie byliśmy na spacerku - dziś miałam plan wyjść z samym Frankiem, ale A. dostał pilny telefon i wsiadł w busa i pojechał w chol*rę.... więc znów wyrzuty - ja niedotleniona, Frank niedotleniony... dobrze że starszy się wybiegał kiedy A. kosił trawę... w domu dżungla - non stop sprzątam, pucuję myję i w 10 minut wszystko się obraca w ruinę, bo jeden wejdzie w spodniach z trawy, drugi rozwali zabawki, trzeci mnie na koniec obfajda i jest wesoło....
hehe ale mi niezłe gorzkie żale wyszły

no ale tak to wygląda - z pamiętnika matki wieloetatowej.