Witajcie czwartkowo,
teraz znacznie trudniej usiąść i napisać parę słów, bo jak Lila śpi, to jestem automatycznie na czuwaniu i na razie jeszcze w stresie, że za chwilę się obudzi z płaczem. Jak cudownie,że M jest w domu, on bardziej na luzie do tego podchodzi. Właśnie krząta się w kuchni, a mała śpi w wózeczku i jest tam z nim. Ja łapię więc chwilę oddechu i myśli zbieram...No i Was podczytuję...
Mart, bardzo fajnie było poczytać o tym, co napisałaś na temat naszego forum. Tak trafnie wszystko ujęłaś, podsumowałaś nasze wspólne zżycie się, to, że niekiedy bywamy dla siebie nieco abstrakcyjne - nie wiemy jak wyglądamy, jakie jesteśmy na żywo, ale bardzo się zżyłyśmy ze sobą i mi też Was brakuje,kiedy nie mam czasu podczytać i wpaść do Was na chwilę.
Mart odpowiadając na Twoje pytanie z przedwczoraj lub wczoraj (dopiero sobie przypomniałam), to rzeczywiście - dziecko zmienia świat i życie, wywraca je wręcz do góry nogami, ale to taka niezwykła zmiana. Towarzyszy jej burza myśli, niepewność siebie i własnych działań, ale też ogromna (w moim przypadku) miłość taka bezwarunkowa, która narodziła się, gdy tylko dostrzegłam tę płaczącą tuż po porodzie istotę. Niesamowite i do teraz jak to wspominam łzy mam od razu w oczach. Zresztą łzy mam ostatnio codziennie w różnych porach - taka burza hormonalna, mieszanka uczuć - to, że jestem mocno obolała i bez sił też robi swoje. Ale sama zobaczysz i poczujesz. I nie zapomnij tego momentu, gdy ujrzysz swoje dziecko po raz pierwszy. U mnie było to trochę ciężko, bo odczułam ulgę i niewiele do mnie docierało, ale teraz gdy wspominam to wszystko wiem, co czułam. Byłam przeszczęśliwa. I życzę Tobie, byś niebawem mogła trzymać w rękach swoje maleństwo i żeby poród mocno Cię nie wymęczył.
Dzag dziękuję Ci bardzo za słowa wsparcia i zrozumienia. Odnoszę wrażenie, że doskonale rozumiesz przez co teraz przechodzę i jakie myśli kołatają mi się w głowie. I za to dziękuję bardzo,bo poczucie, że nie jest się jedynym, że ktoś też tak czuł, myślał, postępował dodaje sił i wiary, że będzie lepiej.
Irisson Twoje radosne podejście,poczucie humoru, radość, która bije z postów jest cudowna. Miło się to czyta, z uśmiechem na twarzy.
Dziś powitałam dzień leżąc do 11 (Lilcia też leżała i dochodziła do siebie). Ale znów mój płacz, nie mogłam się ruszyć - czułam rwanie tam na dole i ucisk, co było niekomfortowe i nieprzyjemne. Później się wyciszyłam i jakoś przeszło. Ale jestem ostatnio strasznie płaczliwa, czym samą siebie zaskakuję. Bo to nie to, że jestem nieszczęśliwa, że nie chcę córki czy coś. Ale mam teraz taki płaczliwy czas i mam nadzieję, że minie. Ale cieszę się, że jest to forum i Wy, bo dajecie siły, pomagacie i wspieracie.
Kakakarolina swoim pogodnym podejściem,
Olga też szczęśliwa i bardzo fajnie, że tak dobrze to wszystko znosicie. W moim przypadku pierwsze macierzyństwo - ogromne wymagania względem siebie - by wszystko robić dobrze i właściwie - stanowi dużą presję, z którą muszę sobie poradzić. Moje dziecko nie chce przecież mieć zakompleksionej, sfrustrowanej, wiecznie z siebie niezadowolonej i zapłakanej matki.
Dziewczyny, jak byście miały fajne przepisy na obiad dla matek karmiących i chciały się z nimi podzielić będę wdzięczna
Chyba korzystając z faktu,że Lila jeszcze śpi, pójdę się wykąpać. A Wy trzymajcie się dzielnie i miłego wieczorku Wam życzę
