Cześć Kochane, nie nadrobiłam narazie rzecz jasna. Postaram się jakoś niebawem usiąść do tematu, ale mam nadzieję, że wybaczycie młodej mamie.
Jesteśmy w domu od czwartku popołudniu. Musieli nas zatrzymać 3-cią dobę bo mały słabo jadł i stracił na wadze przez 2 doby pełne 10% plus odrobinkę, co zgodnie z procedurami zatrzymało nas dłużej, poza tym jakiś współczynnik przy morfologii miał podwyższony, i albo miała to być jakaś infekcja albo efekt niedojedzenia i odwodnienia. Okazało się jednak że jak się zaczął dobrze przysysać, to wszystko wróciło do normy. No tyle, że 3 razy pobierali mu krew i w tą małą łapinkę kuli grubą, co mnie przy burzy hormonów wyprowadzało mnie z równowagi i powodowało spazmy. Zwłaszcza jak po trzecim pobraniu dostał wylewu i całą łapkę po łokieć miał zalaną krwią. No ale to takie wyolbrzymione troski młodej mamy :-)
Pierwsza noc w domu i wieczór - koszmar. Cały czas ryk. Ja w nawale laktacyjnym, cyce jak donice, wszystko zalane mlekiem, kapało mi nogach i po kapciach. Sutki poranione do krwi. Kumpela poratowała laktatorem i schłodzoną główką białej kapusty. Poza tym w nocy miał znowu problemy żeby się przyssać i walczył z cycem, bił go, odpychał, złościł się, i tak przez większość nocy. A ja wyłam z bólu. W końcu podałam mu ściągnięty pokarm ze strzykawki i zasnął. TZ w szoku, zdruzgotany wręcz, pytał mnie czy już teraz będzie tak codziennie. Co raczej mi nie pomagało, bo przecież sama tego nie wiedziałam, poznajemy się dopiero z naszym dzieckiem i uczymy siebie na wzajem, oraz efektywnego ssania.
Ale od wczoraj rano od kiedy zaczął się bez problemu przysysać, a ja bez problemu mu podawać pierś, mam dziecko anioła. Nie wiem czy to przejściowe, czy chwilowe. Zjada, poleży sobie z otwartymi oczkami i zasypia. I to we własnym łóżeczku, bez żadnego marudzenia i żadnych problemów.
Dzisiejsza noc wyglądał tak, że o 23 karmienie, spanie do 2:30 (mieliśmy nastawiony budzik bo TZ musiał wstać i jechać o 3 w nocy na koncerty), no i jak się obudziliśmy to mały już nie spał i czekał z otwartymi oczkami aż go wezmę do karmienia. Przewijanie, karmienie, o 3:15 położyłam go do łóżeczka, obudziliśmy się o 6:30, karmienie, przewijanie, i dalej spaliśmy od 7:15 do 10:30. Aż byłam w szoku jak się obudziłam i zobaczyłam która jest godzina. Staś też się pomału obudził, wtedy wziełam go do swojego łóżka i nakarmiłam na leżąco (normalnie jemy na siedząco i nie biorę go do łóżka), ale tak w ciągu dnia poranne przytulanki to jak najbardziej. Zjadł, przewijanie, przebieranie i dalej spać. I tak cały czas jest dzisiaj.
Martwi mnie tylko trochę, że od powrotu ze szpitala już 48 godzin nie zrobił kupki. W szpitalu robił. Robi siusiu normalnie dużo, i puszcza dużo bąków, i nie wygląda żeby go coś bolało, męczyło. Po prostu nie robi. Czytałam na forach, że dziecko na samej piersi, często trawi cały pokarm i zdarza się że robi raz na kilka dni. Czy to możliwe? Dzisiaj już powinien zrobić bo się zaczynam martwić. Miała któraś z was taką sytuację?
Poza tym krocze super, już prawie nie czuję jakbym rodziła. Jak nówka sztuka. Zostało mi do zrzucenia jeszcze 9 kilo ale tak naprawdę to się jeszcze porządnie nie wypróżniłam, bo w szpitalu miałam zastój totalny, a teraz w domu też jakoś czasu brakowało na pełen relaks w tym temacie. A że apetyt dopisuje, to pewnie ze 2kg jeszcze zejdzie jak się oczyszczę.
Nie wiem co jeszcze napisać. Lecę coś zjeść zanim Staś się obudzi bo za jakieś 40 minut będzie pewnie kolejne karmienie. Pozdrawiam Was kochane.
Cały czas nie mogę uwierzyć, że go mam.
Czy dobrze kminię, że jeszcze Martyna i Weronka pozostały nie rozpakowane?