Dziewczyny (
Asia,
Dzag,
Cornelka) bardzo dziękuję Wam za gratulacje. Rzeczywiście czuję się znacznie lepiej, jak już jestem po obronie i zakończyłam kolejne studia (mam nadzieję, że już ostatnie). Wczoraj autentycznie słaniała0m się ze zmęczenia. Nie byłam do końca wyspana, nie zjadłam rano śniadania (pierwszy posiłek był dopiero po 13). Dlatego też później Lila była taka zła, bo jak ją karmiłam, to chwilę ssała cyca, a później wypluwała. Nie liczę musu jabłkowego i biszkoptów, które zjadłam w między czasie. Dopiero jak zjadłam treściwą kolację, mała się w końcu najadła i uspokoiła. Obrona obroną, ale trzeba jeść regularnie.
DO nas na weekend przyjechali rodzice. Mama gotuje pyszny rosół, mała Lila śpi, wcześniej byliśmy na spacerze i też pospała ponad godzinę, także jest dobrze. Za niedługo przyjedzie moja siostra z mężem na obiad. Najlepiej było na spacerze - poszliśmy do lasu z rodzicami i 4 psami (2 psy rodziców, nasz Bąbel i pies mojej siostry). Jak wszystkie 4 wpadły w błoto i kałuże, pobiegały i poganiały się, to później było masowe mycie. Do tego suczka od moich rodziców (duża i łagodna) ma manię chodzenia za mną i każdym, kto trzyma Lilę, wdrapywania się na szczeble łóżeczka, wąchania, lizania. Trzymamy ją jednak na dystans, bo nie chcę, żeby lizała małą (choć wiem, że miałaby wielką ochotę, ale widząc co na co dzień liże, to nie będę ryzykowała).
Cornelka, ostatecznie rodziłam na Kamieńskiego. Ale mam sporo zastrzeżeń do tego szpitala. Od momentu pojawienia się na izbie przyjęć (oschła babka, która mnie przyjmowała, lekarka, która mnie o coś zapytała, ja przystanęłam by się zastanowić nad odpowiedzią usłyszałam od niej: "Ale proszę szybciej, bo jeszcze mam coś do zrobienia). Później bez zbędnego tłumaczenia i mówienia czegokolwiek zbadała mnie na fotelu, zrobiła USG, ale bez komentarza. O wszystko musiałam sama dopytać. Z braku miejsc na porodówce wylądowałam na patologii. Mojemu M nie pozwoliły one wejść, więc leżałam tam z dziewczyną, która chrapała jak smok od 2 do 8. Położne opieprzały M za to, że w ogóle go nosiło, że chciał być ze mną, że wszedł na tą patologię, by o coś dopytać. Później mnie opieprzyła jedna o to, że do badania nie poszłam wykąpana. A skąd miałam wiedzieć,będąc w takich dużych bólach, co robić po kolei. Ech... i takich różnych uwag mogłabym wymieniać sporo. Na koniec, po porodzie, dalej leżałam na patologii, przenieśli mnie na poporodową salę na dzień przed wypisem ze szpitala. Położne też średnio miłe. No szału nie ma, jeśli chodzi o szpital. Pewnie gdybym zapłaciła za własną położną, własną salę, to byłoby inaczej. Ale dobrze, że to już za mną. Czy Borowska lepiej się spisała (no i cały personel?)
Asia, znalazłam w Kauflandzie jednodniowe soczki. Kupiłam buraczano-jabłkowy (ale szału nie ma, nie moje klimaty smakowe) i marchewkowy. Jabłkowych samych w sobie niestety nie widziałam, ale może jeszcze gdzieś znajdę
Chyba skorzystam ze snu Lili i odpocznę chwilę. Miłego popołudnia Wam życzę
