Gorgusia, mam bardzo podobnie. Zawsze się ślinię, jak
Asia opisuje, co sobie przygotowuje do jedzenia, ale sama nie mam kopa, żeby zjeść bardziej urozmaicone posiłki. Mam taką blokadę i strach przed tym, żeby małej nie zaszkodzić, że wolę się jeszcze przez jakiś czas męczyć. Też jadam głównie biszkopty, herbatniki (to obecnie moje słodkie - od dnia porodu nie tknęłam czekolady), pieczywo wieloziarniste, dżem porzeczkowy (dzięki
Dzag za informację, że jest OK

), wędlinę (ale już tą droższą i nieco lepszą z pobliskiej masarni), ser żółty. Dziś dodatkowo jajko zjadłam - czyste szaleństwo ;-) Na obiad pyszny rosołek mojej mamy, buraczki i mięso z marchewką. Teraz wcinam jabłka, no i tak to wygląda. A waga? Już lepiej - 61.6 - czyli z 70 kg schudłam już prawie 9 kg. Nawet siostra dziś mi powiedziała, że schudłam od ostatniego czasu (a widziałyśmy się we wtorek). Więc bardzo fajnie.
A wiecie co jest dziwne? Nawet bardzo? Że trochę tęsknię za czasem ciąży... Mimo, że połowę przeleżałam, że nie było łatwo, wiele, wiele lęków, obaw, wyrzeczeń... Ale to jest jednak czas magiczny - świadomość, że rodzi się nowe życie, rośnie, kopie, a później pojawia się na świecie... Niesamowite po prostu. Czy Wy macie podobnie, czy to ja jestem walnięta?
Asia, a co to jest pręga wołowa? Brzmi tajemniczo, a jeszcze o czymś podobnym nie słyszałam

Widzisz, może kiedyś trafię do Almy i znajdę taki soczek. Ten buraczany przełknęłam z ledwością, marzy mi się właśnie jabłkowy. Rozkochałam się ostatnio w jabłkach

Bardzo zabawny opis Twojej Uleńki. Wrzucaj, wrzucaj jej zdjęcia, pewnie od ostatniej fotki nieźle się jej buzia zmieniła. Fajnie, że masz taki apetyt. U mnie z powodu stresu, by małej nie zaszkodzić, apetyt leci w dół znacząco.
Dzag, zapomniałam ostatnio napisać. Bardzo fajny ten prezent od współpracowników. Rzeczywiście, fajnie wiedzieć, że ludzie Cię lubią, że są w stanie się złożyć na fajny prezent dla maluszka. Ja z pracy dostałam kwiaty, które już praktycznie zwiędły. Teraz tak sobie myślę, że lepiej jednak taką kwotę jak za kwiaty przeznaczyć na coś dla dziecka. Ale może jestem za bardzo wymagająca ;-)
Olga, mam podobnie. Odnośnie zasypiania. Tzn. zasypiam i czuwam jednocześnie. Gdy słyszę, że malutka się przebudza, biorę do łóżka, karmię, później ją w czasie jej snu przewijam, a na koniec bywa, że zasypiam. Później słyszę, jak ona chwilę po przewinięciu popierdzi się, zrobi kupę i myślę, czy przebierać ją, czy nie... W efekcie zasypiam, a rano mała ma pełną pieluchę. Do tego piersi mi urastają do granic możliwości, robią się wielkie, twarde i bolą cholernie... Jak mi zawsze lżej, że ktoś ma podobnie. Nie dlatego, że jakoś się cieszę, ale czuję, że nie tylko ja tak mam, że pewnie rzeczy inne mamy podobnie odczuwają i odbierają i przeżywają. I łatwiej wszystko znieść. Nie miej więc Kochana do siebie pretensji o to, że zaniedbujesz Hanię, bo jej nie przebierasz, czy przesypiasz z nią w łóżku jakiś czas. Pocieszę Cię, że ja mam podobnie. P.S. Jaki budyń sobie zrobiłaś? Och ale bym zjadła czekoladowy, ale na razie się nie skuszę. Wolę jeszcze poczekać. Ale na słodkie miewam czasami ochotę. Rekompensuję to sobie herbatnikami i biszkoptami. ALe wiadomo, to nie to samo co czekolada :-)