Aia mówiłam, że nie piszę personalnie.
no i nie płacze na rękach jak płacze to szukam miejsca gdzie nie płacze ostatnio wsadziłam w fotelik i pojechałyśmy na przejażdżkę. No i moje płaczą na rękach jak siedzę więc tak chodzę pół nocy

dla mnie to sygnalizacja jakiś potrzeb, może bólu może zmęczenia na pewno nie złośliwość. A z wózkiem i psem ... wiadomo że trzeba dojechać tam gdzie się da na środku ulicy nie wyjmuję.
Nie traktuję naszej dyskusji personalnie, to znaczy nie biorę sobie mocno do serca, bo przecież bez osobistych odniesień rozmawiać się w tym temacie nie da

.
O złośliwości niemowlaków nigdzie nie pisałam. To tak jakby pisać o złośliwości psa albo kota...Nie ten etap rozwojowy, jakkolwiek sucho to zabrzmi

.
Pisałam natomiast o uczeniu się pewnych zachowań i to błyskawicznym, które to jest faktem! Także uczeniu się domagania potrzeb rozmaitych, nie tylko fizjologicznych czy bliskości (bo te są niejako wrodzone), ale także tych związanych z domaganiem się określonych zachowań rodzica. Przykładem płacz przytulonego na rękach najedzonego, zdrowego dziecka, bez kolki, który przechodzi jak mama chodzi...Jaki dyskomfort może być przyczyną domagania się chodzenia? To już chyba jednak tylko "przyjemność"...Nie jestem za tym, żeby dziecku reglamentować przyjemności, ale w pewnych okolicznościach nie mogą być nadrzędną motywacją naszego działania. Jeżeli zależy nam na tym, aby dziecko zasypiało (nie spało, bo wtedy można przenieść śpiące i z głowy

) w łóżeczku, nie będziemy przecież brać go na ręce za każdym razem jak zapłacze (tak, nauczy się tej akcji-reakcji

), bo przyniesie to efekt taki, że płakać będzie już podczas kładzenia...Będziemy starać się "lulać" w tymże łóżeczku.
Idę z Manią w chuście, zaczyna kwękać, mam ją rozkutać i huśtać na rękach, czy próbować dostępnymi sposobami uspokoić w tej chuście?
Jedno będzie rodzicielstwem bliskości a drugie tresurą? Nie. Będą to dwa równorzędne, w żaden sposób nie krzywdzące dziecka (tak uważam) sposoby rozwiązania jednego problemu. I tyle.
Tresura jednak jest określeniem pejoratywnym z gruntu, zakładającym brutalny przymus.
Wychowanie zaś to siła perswazji. Zachęcając dziecko do zaprzestania płaczu czułym słowem, piosenką, bez poszukiwania pozycji czy miejsca, w którym bąbel przestanie płakać nie jest tresurą, nawet jeżeli dziecko nie zaprzestaje płakania natychmiastowo, a stopniowo...
Myślę, że cały czas pozostajemy w sferze wychowania, nie tresowania...Choć różnymi metodami.
k8libby bezsilność...Tak, to ważna motywacja działań, których chętnie byśmy nie podejmowali np. tępego, kilkugodzinnego "lulania" w łóżeczku, albo na rękach płaczącego dziecka bez szansy na ukojenie

...Kreatywność o 3 nad ranem często się kończy.
asia kciuki zaciśnięte!!!
U mnie obiadu brak
