Hej dziewczynki,
K8, właśnie dzisiaj sobie myślałam, że dawno nie dawałaś znaku życia i zastanawiałam się co u ciebie. Przykro mi, że masz deprechę. Oby przeszła jak najszybciej. Przykro mi, że Ci z cycem nie wyszło, pamiętam jak zależało Ci na karmieniu, jak się zarzekałaś że nie podasz MM. Może jeszcze się uda...
Irisson fajnie że wyjście się udało. Mnie czeka ślub i wesele w najbliższą sobotę, TZ w roli świadka, więc troszkę jakby będziemy na widoku - nie jak zwykli goście. Stresuje się młodym, tym w co się ubiorę itd. Ale postanowiłam sobie, że nie puszczę TZ samego, żeby nie wiem co.
Agnieszka, niestety ze spacerku we środę nici, bo okazuje się, że już we środę musimy wyjechać na mazury, bo TZ jako świadek we czwartek organizuje kawalerski, i musi wszystko poogarniać dzień wcześniej. Odezwę się jak wrócę. A parking przy lasku brudnowskim jest, sama podjeżdżałam autem. Wszystko ci napiszę :-)
Doti myślę, że z pracy zawsze możesz zrezygnować, ale rezygnować przed podjęciem pracy szkoda. Zwłaszcza, że sama wiesz, że nie jest łatwo o pracę. Spróbuj, może będzie fajnie. Może dobrze Ci to zrobi, poczujesz się trochę niezależna finansowo, nie będziesz uwiązana tylko w domu z dziećmi. Ja bym spróbowała. Zawsze możesz odejść po jakimś czasie. A z zazdrości o TZ się wyleczyłam. On też. Na początku robiliśmy sobie jazdy, ale to było z 10 lat temu. Fakt, że oboje mamy powiedzmy "co wspominać" więc jesteśmy kwita. Ale mieliśmy etap robienia sobie jazd o przeszłość. To bez sensu i do niczego nie prowadzi.
Milionka mam nadzieję że szybciutko wrócicie spowrotem do domku!!!!
Dziękuję dziewczyny za odpowiedzi na moje zapytania :-)
Pępek odpadł wczoraj, nawet nie znalazłam kikutka nigdzie, heh
Asia85 ja wprawdzie nie studiuję, ale też mogłabym i chciała już mieć drugie dziecko, tzn. mogłbym zachodzić w kolejną ciążę. Wczoraj byliśmy z TZ na spacerku i wcześniej zawsze planowaliśmy żeby było ze 3 lata różnicy między dzieciakami, a wczoraj sam tz powiedział, żeby max za rok zabierać się za kolejne :-) Jestem przeszczęśliwa. Bo mogłabym już. Jeszcze szwy mi się nie rozpuściły, a już jestem gotowa. Poszłam też za Twoją namową i jadłam już: zupę pomidorową (pół kubka), pomidora bez skórki na kanapkach, wczoraj tort kokosowy mojej mamy imieninowy, śliwki, rybę w galarecie i inne specjały. Nic małemu nie jest. Kupiłam też wołowinkę do uduszenia. Także tak jak mówiłaś, po mału próbować i będzie OK.
Dzisiaj miałam małą spinkę z TZ odnośnie Stasinka. Bo tak po poludniu od 15-16, jak się wyśpi 3-4 godziny, to potem jest marudka i nie chce spać tak do 18-19. No i TZ się po obiedzie o 17 położył, a ja próbowałam ułożyć do spania małego. Ale nie chciał spać i marudził. To go trochę poprzytulałam, ale dalej marudził. nie chciałam żeby leżał i marudził, bo TZ spał i chciałam żeby się wyspał a nie żeby się obudził od płaczu młodego. No ale Staś był tak zmęczony, że wierzgał nogami, denerwował się i nie chciał spać za chiny ludowe. Była prawie 19. TZ się obudził i zobaczył że siedzę przy łóżeczku i co 2 minuty wtykam małemu smoczek, a on wypluwa i się grzeje. No i zaczął się irytować, że nie może tak być żeby młody mnie terroryzował, żebym siedziała godzinę przy łóżeczku i podawała mu co minutę smoczek, że musi się nauczyć sam uspokajać, że to jest usługiwanie, że on to wykorzystuje i będzie naginał, i w końcu będzie trzeba go nosić żeby zasnął. A zaznaczę, że bardzo wyraźnie i konsekwentnie nie śpimy z nim w łóżku ani nie usypiamy go poza łóżeczkiem, na rękach, przy cycu, w wózku itd. No ale ma czasem zwłaszcza po południu gorsze momenty, jak już jest tak zmęczony, że nie może zasnąć.
Mówię do TZ, ze dziecko nie jest w 100% bezobsługowe, że to że siedzę przy łóżeczku to nie jest żaden grzech, że nie noszę go przecież na rękach. No i po raz kolejny podałam mu smoczek. No i tz się wkurzył, że się nie dogadamy, że on się nie zgadza na to, że ma się nauczyć sam uspokajać i zasypiać, że nie będzie się przyzwyczajał że siedzę i usypiam go nie wiadomo ile czasu. Ja na to, że to jest jeszcze maleńkie dziecko. A on, że maleńkie, ale że właśnie teraz kształtują się jego nawyki i przyzwyczajenia, i on bada na ile może sobie pozwolić i co ponaginać. I zebym wyszła z pokoju. No więc wyszłam. Mały zaczął płakać na dobre, co naprawę zdarzyło mu się może ze 2 razy do tej pory. Poszłam do łazienki i zaczęłam płakać. Bo słysząc płacz, chciałam go przytulić, ponosić. Ale wiedziałam też, że nic mu nie jest, że jest nakarmiony, przewinięty i nie ma powodów do tego płaczu. Potem poszłam pozbierać pranie z ogrodu. Jak wróciłam Staś leżał w łóżeczku bez smoczka i nie płakał. Nie wiem, jak on go uspokoił :-) Następnie szybciutko go wykąpaliśmy, dałam jeszcze cyca i usnął jak aniołek, bez smoczka i bez jednego kwęknięcia sam w łóżeczku.
Finalnie wiem, że TZ miał rację. Cieszę się, że jest między nami jakaś równowaga, bo dzięki temu może uda nam się wychowywać Stasia, tak jak sobie zawsze to planowaliśmy. Bo ja sama pewnie bym uległa emocjom swoim i jego niejednokrotnie. Choć mimo wszystko dzisiaj było mi przez chwilę ciężko. Śpi do teraz :-)
Dobrej nocy dziewczyny