Cześć dziewczyny,
Ja na chwilę, ale muszę się odnieść...
kakakarolina, wiesz, że bardzo szanuję Twoje zapatrywania na tak zwane szeroko rozumiane bezstresowe wychowanie. Ale wybacz, nie jest to jedyna słuszna droga, a jedynie jedna z opcji na postępowanie z maluchem

.
Pozwólmy sobie na wybór własnej drogi, ufając, że każda z nas, bez wyjątku chce dla swojej pociechy jak najlepiej! Dlaczego przyjmujesz, że
Mart nie tuli swojego Stasia, nie daje mu wystarczającej dozy czułości?! To bardzo krzywdzące i nieprzyjemne...
Prawda jest taka, że uczenie dziecka od pierwszych jego dni na świecie sypiania w łóżeczku i innych domowych "zasad" nie jest złe.
Są tacy, co twierdzą, że jest opcją wychowawczo i rozwojowo optymalną, bowiem każda mała istotka potrzebuje ustalonego rytmu, rytuałów i ograniczenia dowolności zachowań. Daje jej to poczucie bezpieczeństwa i stabilności rzeczywistości. Ja jestem wśród nich, mąż
Mart zapewne także.
Nie znaczy to bynajmniej, że nie obdarzamy dzieci fizycznymi oznakami miłości!!!
Noszę Marysię, tulę, całuję niemal cały czas, gdy nie śpi i nie je! Co ma piernik (spanie w łóżeczku) do wiatraka (brak codziennej czułości i wrażliwości)

?
Sama uparcie odkładam Manię do łóżeczka i dokładam starań, aby tam właśnie przespała swój czas drzemki. Dopiero jak naprawdę uparcie kaprysi i ewidentnie zwyczajnie nie jest śpiąca zabieram ją na eksplorację świata! Kiedy natomiast widzę, że chce jej się spać, ale ma maruda, smoczek, kołysanka i bujanka idą w ruch i tak do skutku. Nic w tym złego...Nic. Mała śpi i usypia w kołysce, śmiem twierdzić, że ją lubi, kojarzy (tak!) ze snem i czuje się w niej bezpiecznie.
Może to babcine, przestarzałe metody, ale ufam mądrości pokoleń bardziej niż współczesnym trendom, które zmieniają się jak w kalejdoskopie zresztą!
Moja mama tak nas (mnie i brata) chowała i byliśmy ufnymi, otwartymi, radosnymi małymi ludkami, nie mającymi żadnych problemów psycho społecznych

. Z mamą i tatą po dziś mamy świetny, bliski kontakt

.
Też mogłabym poddać miażdżącej krytyce Twoje sposoby postępowania z maleńtasami, bo mam inne zapatrywania, tylko po co? Ważne, żeby bąble były szczęśliwe

. Twoje są, moje mam nadzieję też są,
Mart i innych dziewczyn również. I o to chodzi.
A na marginesie...Chyba nie doceniasz chłonności umysłów naszych milusińskich

.
Uczą się, uczą i to naprawdę intensywnie...
k8libby fajnie, że jesteś

. Głowa do góry, nie jesteś sama z problemami, rozejrzyj się, co rok to prorok

.