malinka1980
Fanka BB :)
Cześć Dziewczyny, witam piątkowo. Często tu zaglądam, rzadko piszę, ale tym razem muszę się pożalić
Otóż mieszkam daleko od mojej rodziny (jakieś 300 km), a tu gdzie mieszkam obecnie razem z mężem, na codzień przy dziecku "pomaga" mi mój teść (podczas pracy męża). Problem tkwi w tym, że nie mogę się z nim dogadać, on zawsze wie lepiej, głównie jeśli chodzi o ubieranie małego. Za każdym razem, kiedy przychodzi po niego na spacer, rzuca komentarze w stylu "ooo mama Cię jak na zimę ubrała" i tym podobne. poza tym, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, podczas karmienia piersią, stoi sobie i patrzy, ja jakoś nie mam odwagi żeby zwrócić mu uwagę, a jak powiem mężowi to pewnie będzie gadanie że przesadzam. Ot, musiałam się wyżalić...

, niech M szybko wraca i zostanie z dziećmi. Ty ściągnij pokarm i na spacer, sklepu, z psami gdzieś. Ja zazwyczaj na takich samotnych wyjściach zaczynam tęsknic do tego domowego grajdołu i wracam już z nowymi siłami. Przy Uli nie miałam jeszcze takich kryzysów ale przy Eddiem jak był szczeniakiem i dawał w dupę niemiłosiernie, ale co Ty masz powiedzieć przy dwójce dzieci, psów nie liczę bo pewnie bezproblemowe.
to dzieci tak szaleją, tak?
no to w nocy wstał, w ramach ostentacyjnego pokazania mi, że go to obchodzi, przebrał Młodą
bo tak przy okazji, to mój idealny mąż, coś się rozregulował i muszę go ustawić do pionu ;-)

ale ja mu jadę po ambicji, pokazuję, że go nie potrzebujemy, sama wczoraj dziewczyny wykapałam, a zawsze robi to on, sama zjadłam z dziewczynami obiad,kolację, on sam
rozmawiam tyle co muszę, jak się nie angażuje, to nie ma rodziny