reklama

Sierpień 2012

znowu mam awarie netu wiec krotko i bez polskich bo z telefonu.

mialam cudowny dzien, maly bez problemu ucina sobie drzemki w lozeczku, era. spi juz 4raz po godzinie. w miedzyczasie usmiechniety i pogodny, je i sie bawi. ja pomalowane pazury u nog i rak , na o obiad poledwiczki z pieczarkami z kasza gryczana a na deser pieczone jablko z miodem, cynamonem i konfitura malinowa. pycha. to wszytko tylko dla mnie bo jestem sama dzisiaj :-)
za oknem zima, snieg na choinkach w ogrodzie. pięknie.

stas drzemie, za godzine kapiel i klade go juz na noc w pizamce.
i wchodze do wanny a potem sie depiluje. tz jutro wraca, a mama jeszcze nie :-) moze cos będzie...

Jutro podesle ksiazke podaj maila na priv


nie bylismy na spacerze. nie wiem gdzie mam folie do gondoli.

buziaki kochane, moze jeszcze wejde jak naprawia neta.
 
reklama
irisson, kurde do Master Chefa zaraz pójdziesz:-D

My też dziś mieliśmy udany dzień, pyszny pieczony indyczek u mamy, ja zrobiłam szarlotkę z karmelizowanymi jabłkami i migdałami na ciepło, no i za dużo zjadłam:-D

doti, z twoich postów też wieje dużym optymizmem, pomimo jazd jakie czasami Ci funduje TZ, Luziką czy Hogata. No w styczniu to ja chce jeszcze karmić:tak: Poza tym ja muszę dopasować ciąże jeszcze do aplikacji, najlepiej jakbym urodziła czerwiec, ale skoro już się nie załapie:-D to najlepszy były koniec grudnia początek stycznia. Z zajściem u nas nie ma żadnego problemu, potem pojawiają się schody, no nic w pn mam endo zobaczymy.
 
Witajcie sobotnią, wieczorową porą. Ale dziś jestem zmęczona. Za nami ciężka noc. Pochwaliłam Lilcię wczoraj, bo na szczepieniu była bardzo, bardzo dzielna, ale swoje odchorowała. Przed północą zwijaliśmy się z M spać, gdy nagle z małego pokoiku rozległ się ryk. Nie płacz, nie kwilenie, tylko głośny, donośny ryk. Mała strasznie płakała. I to nie tak, jak zwykle, ale tak rozpaczliwie, z żalem, złością, rozgoryczeniem. Tuliłam ją przez ponad 30,40 minut a ona dalej płakała. Normalnie dziecko miało łzy w oczach i w tym płaczu słychać było, że ona cierpi, że ją boli. To jest chyba najgorsze uczucie – widzieć, że dziecko się męczy, a nie można od niego przejąć tego bólu. To wszystko trwało ponad godzinę, po której psychicznie czułam się wypompowana. Jeszcze takiej nocy nie było. Po 1 położyliśmy się z M do łóżka, wzięłam małą obok siebie i tak usnęłyśmy (pewnie to nie do końca było OK, ale w tamtym momencie miałam to gdzieś, chciałam by ona była blisko w razie, gdyby znów wybuchła płaczem). NA szczęście pospała do 6, później po 7 trochę popłakała, ale M ją uspokoił. No i później już pospałyśmy sobie razem prawie do 10. Ale jestem przekonana, że w ten sposób ona odchorowywała szczepienie. Psychicznie mnie to wymęczyło i dziś chodzę dosłownie do tyłu. Okropnie jest patrzeć, jak dziecko cierpi, fatalne uczucie. Ale dziś, w ciągu dnia udało jej się trochę pospać, dzięki czemu zdołałam poodkurzać, umyć podłogi, zrobić 3 prania i przygotować do obiadu. Na wieczór myślałam, że będzie spokojnie – o 18 Lilę wykąpaliśmy, nakarmiłam ją i utuliłam. Trochę była marudna, ale szybko usnęła. Ale chyba ze 2, 3 razy się przebudzała, także usnęła dopiero po 1.5h. Masakra, padam po prostu. DO tego pobolewa mnie prawy ząb (ale to też chyba z nerwów, osłabienia i zmęczenia). No i pogoda. Jaki szalony kontrast pomiędzy kilkoma dniami wstecz, a teraz. U nas już cały ogród i taras jest w śniegu.


Aia, współczuję tych płaczliwych spacerów. Niestety tak jak to opisujesz, to i ja nie mam pojęcia, dlaczego Twoja Mania tak płacze. Jest w tej samej gondolce, w której już polubiła spać w domu. Więc co jej może się nie podobać? Temperatura na dworze, hałas, rzeczywiście trzęsienie wózeczka… Hmmm… A smoczek jej dajesz jak wychodzicie i ona płacze? U nas to często załatwiało problem, gdy Lilcia zaczynała płakać (no chyba, że przyczyną płaczu był głód – wtedy nawet smoczek nie pomagał). A może byś jeszcze spróbowała do wózeczka przypiąć jakąś dźwięczącą zabawkę, żeby zwróciła jej uwagę i ją zainteresowała? Co do egzystencjalnych dywagacji – jak to nazwałaś – rozumiem Cię. Też czasem tak mam z M. Że mi się zbiera, że się źle ze sobą czuję i wtedy zaczynam, dyskusje, rozmowy, które nierzadko kończą się jakimś nieporozumieniem, o które nietrudno. Choć w głębi wiem, że poczucie własnej wartości, świadomość własnego piękna (tego na zewnątrz i w środku) czyni nas pięknymi i wtedy inni to piękno, pewność siebie i taką fajną aurę dostrzegają. Łatwe jak zwykle wszystko w życiu – w teorii – a praktyka już zawodzi. Ja się na mojego M dziś wkurzyłam, bo postanowił pojechać na jakieś zakupy do domku. Miało być szybko (jak zwykle) a spędził poza domem 3h. Ale się wściekłam. Powiedziałam, że takie dni to ja mam w tygodniu i myślałam, że chociaż dziś i jutro spędzimy inny dzień. Że ja to też może bym sobie tak chciała na zakupy pojechać i trochę odetchnąć myślami. I że wieczorem pojadę sobie po położeniu Lilci do niedalekiego centrum handlowego i sobie pochodzę. No ale fakt, że mamy letnie opony a za oknem śnieg powstrzymał mnie od tego (nie wspomnę, że M wariował na wieść, że miałabym w takich warunkach jechać, powiedział, że nie chciałby mnie odwiedzać z Lilą w szpitalu, gdyby nie daj Boże ktoś we mnie wjechał). Do tego Lilcia była niespokojna, no więc nic z moich planów zakupowych nie wyszło. Ale z facetami to czasem jest… dostarczają sporo emocji. Mam nadzieję Aia, że dziś już między Wami panuje lepsza atmosfera i odzywacie się do siebie i tulicie i w ogóle :) A poza tym bardzo mądrze piszesz o potrzebnie wsłuchiwania się w rzeczywiste potrzeby malców, a nie jedynie robienie to, co niby należy, jak niby w książkach mówią. Myślę, że taki większy luz, odpuszczenie sobie nabywamy z czasem, więc jest szansa, że będzie nam coraz lepiej to wszystko szło :)



Mart, Twój wpis odnośnie wypowiedzi Twojego TZ – inspirujący. Dam to mojemu przeczytać, niech wie, o co mi chodzi, gdy mówię, że on ma inaczej jak idzie do pracy i może choć trochę porobić co innego, pogadać z dorosłymi i w ogóle. ON zawsze powtarza, że ok, siedzi w pracy ale też zastanawia się cały czas, co u nas, jak dajemy sobie radę itp. Ale nie umie zrozumieć, że to co innego, niż siedzieć prawie cały czas w domu, czuć zmęczenie momentami, znużenie i w ogóle. Ale czasem facet, nawet jakby chciał, to nie zawsze potrafi pewne rzeczy zrozumieć. Bo ja mojemu mówię, że OK może i to rozumie, ale nie doświadczył, a gdyby posiedział z małą większość dnia jak ja (mogąc ją karmić itp.). to by zrozumiał czasem moją nerwowość, zmęczenie, znużenie itp. No ale po dzisiejszej sytuacji jak wrócił później niż zwykle, to zrozumiał powód mojej złości, wyjaśniłam mu to wszystko, więc później podchodził, przytulał i przepraszał. No i tak to już będzie do końca świata i o jeden dzień dłużej – nieporozumienia, niezrozumienia i próby dochodzenia do ładu i harmonii :) O nudzie nie ma mowy. Mart – dobre to z codziennym wąchaniem nutelli. Że też o tym nie pomyślałam, żeby w ten sposób choć połowicznie załatwiać moje pragnienie słodkiego. Też strasznie mi brakuje czekolady, słodkie, to słodkie, ale czekolada…. To jest to… Jeszcze trochę muszę wytrzymać. Ale z tym wąchaniem… chociaż boję się, że u mnie na wąchaniu niestety by się nie skończyło :) A ja dziś z Lilą na spacerze nie byłam, ta aura dzisiejsza mnie odstraszyła. Muszę jej kupić ciepły kominezonik na zimne dni, bo już czas.


Domi, super, że się wyspałaś. Ja też marzę teraz o spokojnej nocy i mam nadzieję, że taka jest przede mną :)



Asia, kabanosy też super :) Zawsze można je później czymś słodkim zagryźć. A jakie ciacho piekłaś dla mamy? Uwielbiam słuchać o kulinariach i się inspirować :) OK już nie ma co pisać, bo teraz doczytałam jakie ciacho – brzmi pysznie. A za Wasze starania trzymam mocno kciuki – ja Cię podziwiam, że jesteś gotowa tak szybko – ciąża to jednak ogromne obciążenie dla organizmu. Wczoraj jak mi tak w nocy Lila płakała, ja czułam się strasznie zmęczona i słaba i wyobraziłam sobie, że jestem w ciąży – to jednak dla mnie by było za wcześnie. Muszę zregenerować siły, być trochę dłużej aktywna i chcę, by mi Lila jednak podrosła. Ale to wszystko zależy od osoby. Ty jesteś bardzo dobrze zorganizowana, konsekwentna (tak mi się wydaje), wiesz czego chcesz. Nic tylko realizować te piękne marzenia o dużej rodzinie :) A jeśli o dzieciaczki chodzi, ja bym mogła mieć kolejne w miesiącu kwietniu, maju, czerwcu (takie początki wiosny, gdy jeszcze trochę lata się złapie – teraz – od sierpnia jednak za mało było ciepłych dni – ja to wyjątkowo ciepłolubna jestem). Ale, co los przyniesie to przyjmę i postaram się znaleźć pozytyw.


Summerbaby, mam nadzieję, że u Ciebie już lepiej. Kieruję się tymi samymi myślami, co Ty – oby do świąt i sylwestra, a później już tylko czekanie na wiosnę :)

Irisson niesamowite z tymi upodobaniami Laury :) U mnie jeszcze przy jednym by mogła być, ale przy drugiej potrzebie nie bardzo :) Muszę być sama i mam taki odpał, że zamykam łazienkę wtedy, więc nikt nie może wtedy wejść i mnie rozpraszać. No z dziećmi nie ma już tak łatwo, bo jak bym miała maluchowi wyjaśnić, że „wolę być sama” :) Fajnie, że już lepszy dzień u Ciebie. No i super, że zakupy udane.


Marcia, Mart, zafascynowana jestem coraz bardziej tą książką, chętnie bym ją liznęła choć trochę. Czy któraś z Was mogłaby mi ją podesłać na priv? Będę bardzo wdzięczna:) Marcia, mnie też czasami brzuch pobolewa, ale chyba nie na okres, nie wiem, dlaczego. Moje karmienia są za częste, żeby okres nadszedł, no chyba że się mylę. A poza tym też będę musiała niebawem wybrać się do swojej gin, żeby się ogólnie sprawdzić – siebie, swoją kondycję i ogólny stan po ciąży.


Kakakarolina u nas podobnie. Zawsze jak Lila poje, to biorę ją na tańce przy piosenkach, oprowadzam po domu, podchodzę z nią do lustra, żeby siebie mogła oglądać, kładę na przewijaku lub na macie i ona rzeczywiście trochę się namęczy a później chętniej garnie do spania :) Kakakarolina niezła jesteś :) Przynajmniej jedna część Oli po zdjęciu komibnezonka nie będzie za ciepła. I słusznie – też bym dziecka nie wybudzała, niech sobie pośpi ile potrzebuje :)

 
Okazało się, że walnęłam za długiego posta, więc musiałam go rozbić na dwa :) Oto druga część:

Exotic, myślę, że basen dla maluszków (szczególnie tych lubiących wodę) to wspaniała sprawa. Ja z Lilą będę chodziła, ale dopiero za kilka miesięcy. Te zimne dni mnie po prostu zniechęcają i odstraszają zwłaszcza, że ja sama strasznie marznę, to moja Lila też na bank by była wyziębiona. Ale myślę, że grunt to po prostu dobrze dziecko przygotować do takiej wyprawy. Ciepło ubrać, dobrze wysuszyć i w ogóle. Ja życzę Ci powodzenia i fajnych doświadczeń :)



Doti, bardzo dobrze, że totka kupiłaś. Żeby wygrać, trzeba grać. No i dobrze, że stłukłaś kolejne lusterko. Bo to, które stłukłaś niedawno pewnie i by wróżyło 7 lat nieszczęścia, ale teraz znów stłukłaś, więc tamte 7 zostało po prostu anulowane – taka moja teoria i już :) Trzeba sobie takie lepsze rzeczy wmawiać, żeby nie zwariować :)


Dziewczyny, które mają dzieciaczki o niewielkiej różnicy wieku między sobą - czy Wasze maluszki jak miały rok rozumiały, czym jest Wasza ciąża i że wkrótce pojawi się braciszek/siostrzyczka? Zastanawiam się właśnie, czy lepiej myśleć o kolejnej ciąży, jak Lila będzie miała rok, czy dwa lata, czy półtora. Mogłybyście napisać, jak u Was to wyglądało?


Oj, godzina pisania, ale myślę, że udało mi się nadrobić cały dzisiejszy dzień – wyjątkowo płodnych i fajnych wpisów. Teraz 5 minut na odstresowanie i spać. Może jutro będzie lepsze.
 
reklama
Kurcze teraz się przeraziłam, bo zaczęłam czytać o tym krzyku i same straszne rzeczy o tym piszą... Ja mam nadzieję, że z moją małą będzie wszystko OK... Thinka jak odróżnić czy był to krzyk mózgowy, czy nieutulony płacz?
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry