Ja się zgodzę z
Kakakaroliną, jeśli chodzi o poziom żłobków prywatnych, bo sama w takim kiedyś pracowałam. Ja jestem po pedagogice i z natury do wszystkiego bardzo solidnie się przykładam, ale rzeczywiście jeśli chodzi o wykształcenie opiekunek w takich żłobkach, z tym bywa różnie. Wiele osób traktuje założenie żłobka, jako dochodowy interes. Wciskają takie kity, jak organizacja licznych zajęć muzycznych, logopedycznych, logorytmicznych (co nie jest złe, ale w tym wieku wszystko powinno mieć formę zabawy, a tu żłobki kuszą świetnym programem itp.). A już najlepsze, jak piszą o języku angielskim. Ja akurat mam takie zdanie, że niech dziecko najpierw dobrze opanuje rodzimy język, bo tylko wtedy będzie w stanie dobrze i bez problemów i ubytków dla jednego języka nauczyć się innego. Ja nauczyłam się angielskiego w podstawówce i nie uważam, że z tego powodu stała mi się jakaś krzywda. Generalnie jeśli o żłobki chodzi, miałam kontakt z dwoma i w żadnym nie chciałabym zostawić Lili, bo widziałam od środka, jak to wszystko wygląda. Jeśli chodzi o opiekunkę, to jak
Gorgusia i chyba
Cornelka jeszcze wspomniały, nie chciałabym, by dziecko było bardziej zżyte z nianią niż ze mną. Muszę po prostu zrobić wszystko, by móc pracować zdalnie, ewentualnie popołudniami i mam nadzieję, że mi się to uda w końcu. To jedno z moich postanowień. Bo jeśli myślę o jeszcze jednym dziecku, to mogę być na dłużej zawodowo wyłączona, ale po swoich studiach może uda mi się właśnie zagospodarować te popołudnia.
Właśnie jeszcze zapomniałam napisać (
Asia znów powiesz, na jakich my ludzi trafiamy, ale to akurat wieś i życie w niej rządzi się swoimi prawami, jak zdążyłam się przekonać

). Nowy Rok się zaczął, po północy dzwoni do mnie sąsiadka, która mieszka obok. Kiedyś do niej dzwoniłam z prośbą o kontakt do lekarza i zapisała sobie mój numer. No i mówi, czy byśmy z M nie wyszli na chwilę, by złożyć sobie życzenia. OK, fajnie, idziemy, a tam ona z sąsiadką z naprzeciwka, lampkami szampana. Składamy sobie życzenia, one mówią, że tu tak czasem właśnie robią, że w nowy rok wychodzą ludzie i składają sobie życzenia. I, że nas tak rzadko widać, bo głównie w domu siedzimy. Ja mówię, że ja to jeszcze z Lilą na spacery chodzę, ale na razie taka pora, że nie chce się wychodzić. No i one nam życzą wszystkiego najlepszego, żeby sąsiedzi za dużo nie gadali. Bo ona najwięcej o sobie się dowiaduje, jak chodzi do pobliskiego sklepiku. I, że ją to nie obchodzi, że o nas gadają, że my chodzimy z Lilą na spacery, to ją tak pozakrywamy, że dziecka nie widać w wózku

Że to sprawa nasza, indywidualna. Ale ludzie są jednak durni

Jednak wydaje się, że nikt nic nie widzi, nikt nic nie gada, ale wszyscy wszystko wiedzą. Co za mentalność
Gorgusia, dzięki że pytasz. Lila czuje się już chyba lepiej. Ma co prawda lekki stan podgorączkowy, ale nie wiem, czy to wina przeziębienia, czy wyrzynających się dolnych jedynek. Ostatnio byliśmy w Smyku na zakupach, Lila się rozpłakała, więc wzięłam ją na karmienie do pokoju matki z dzieckiem i patrzę, ona płacze, a tu dwa ząbki na dole. Jejku, ale była radość

I tak mała dzielnie to znosi naprawdę, bo noce ostatnio (odpukać) pięknie przesypia. Lilcia jeszcze kicha trochę, czasem kaszle, ale już jest lepiej. Spacery więc na razie sobie odpuszczamy, bo chcę, by wróciła do pełni sił. A słyszałam, że teraz ogólnie szaleje grypa, bakterie nie mają w czym poginąć.
A tak w ogóle zauważyłam, że Lila uwielbia ostatnio piszczeć i pokrzykiwać - chyba bardzo lubi swój głos. Hitem jest jej zachowanie w sklepie (przed świętami), gdzie zaczęła pierdzieć ustami - była boska, widać było, że się tym bawi, że ćwiczy, no świetna sprawa.
OK, czas przygotować obiad - kolejne postanowienie - rozwinąć się kulinarnie- muszę wcielić w życie. Tyle mam fajnych książek o gotowaniu, że czas się wziąć za siebie
