Cześć kochane

,
Ja w locie przelocie, więc błyskawicznie, wybaczcie, że się nie poodnoszę jak porządną forumowiczkę przystało, Manita nie za długo w bujaczku wytrzyma;-)
U nas odpukać wygląda na to, że po 3 dniach kataru i gorączki przeszło. Od wczoraj ani widu ani słychu wyższej temperatury, zostało trochę glutów, ale już takich bardziej stacjonarnych, do odciągnięcia 2-3 razy dziennie.
Spacerujemy już normalnie. A pogoda

Wiosna normalnie, biedne pączki
Odnośnie żłobków...Posłania 6 miesięczniaka do żłobka sobie nie wyobrażam, ale roczniaka już tak. Koleżanka męża z pracy posłała swpją 11 mies. córcię do żłobka od września zeszłego roku i zaadoptowała się super. Z dzieciakami ma wbrew pozorom kontakt (na pewno się go uczy!), nie przechorowała jakoś strasznie początków, nie protestuje gdy zostaje w rękach opiekunki. Myślę, że to sprawa indywidualna bardzo. W każdym razie ja póki co jestem za żłobkiem bardziej niż opiekunką. Włos mi się na głowie jeży na myśl, że miałabym zostawić Manitę obcej osobie i zaufać jej metodom

Oj nie. Nawet nie chodzi o uczciwość, ale o podejście do dziecka, harmonogram dnia, karmienie itd. Jeszcze płacić te 1500 miesięcznie...
Zapowiedziałam mężowi, że jak Mani do państwowego żłobka nie przyjmą we wrześniu to zostaję z nią w domu. Będziemy jakoś z tej jednej pensji ciągnąć. Nie oddam ponad połowy swoich miesięcznych zarobków jakiemuś babsku

Do prywatnych żłóbków mam też jakąś niechęć. Koszty tych lepszych porównywalne z opiekunką, więc ta moja praca i średnia płaca jakoś przestaje się zwyczajnie opłacać...Pęd ku karierze jakoś przyćmił instynkt macierzyński.
Oki Manita protestuje...Zmykam
