Cześć kochane

,
Przede wszystkim ogromniaste dzięki wszystkim Wam i każdej z osobna za wsparcie, jesteście niezastąpione

Bardzo to budujące.
U mnie póki co lipnie nieco. Awidność wskazała jednoznacznie na świeżą, na bank ciążową toxo. IgG rosnące, przeciwciała IgM dodatnie cały czas...Infekcja w toku. Dostałam jakieś końskie dawki antybiotyku, czekam na wizytę u gina i amniopunkcję.
Jej, jakbym chciała, żeby okazało się, że zarodek nie jest zakażony...Niby "tylko" w 15% infekcja przechodzi z matki na Dzidzia w I trymestrze, ale teoretycznie 1% kobiet w ogóle zapada na toxoplazmozę w ciąży, więc...Czasem ciężko mi o optymizm. Zresztą co będę gadać po próżnicy, myślę, że wiecie co mogę czuć:-(
Dobija mnie to, że naprawdę cholernie, jak już wiedziałam o ciąży, uważałam. Żadnej surowizny, mycie, wycieranie, cuda wianki. Od urodzenia Mani przez kilka miesięcy zaś żarłam jak wieprz co popadnie, żeby jakby co złapać tę francę...
I co?

Los nie jest sprawiedliwy. A może właśnie jest i zwyczajnie wykorzystałam swój limit szczęścia
No nic. Nie truję;-)
Wróciłam do roboty. Zapinkalam jak mały samochodzik. Nie mam w ciągu dnia czasu na rozmyślania, rozdłubywania i dołowanie się. To dobrze.
Mania z babcią sprawuje się dobrze, uff
Miłego wieczoru :*