LeRemi dzięki

na sucz się nie gniewam bo zrobiła to na panele

no i już mi przeszło, zagrzałam pizzę (na patelni)

i jem. szkoda że to same skrawki no ale dobre są
ale jak patrzę na ten sajgon w kuchni to mnie słabi... a drugi w lodówce, lodówka pełna produktów z których trzeba coś zrobić, trzeba będzie się tym zająć...
ja też dziś potrzebowałam auto, miałam zawieźć Natalię do mamy i jechać na trening z psami, ale mój mąż stwierdził że nie pojedzie do pracy autobusem. odwieźć go nie miałam jak bo bym musiała przed 6 obudzić Natalię i ją zabrać ze sobą... no i jak się wczoraj wieczorem przyjrzałam kuchni i lodówce to stwierdziłam że i tak nie mogę nigdzie jechać bo kto by ogarnął to wszystko... ehh no życie...
a no i jeszcze jedno co do męża - upiekłam wczoraj psom ciasteczka wątróbkowe. tzn wyszły takie jakby paszteciki. najpierw mąż stwierdził że jestem niespełna rozumu a potem mi się jeszcze oberwało... że jest 5, goście mają być o 6 a nic nie gotowe (czyli przygotowanie pizzy) a to wszystko moja wina bo się pieprzyłam z ciasteczkami (wcale mi to dużo nie zajęło, natomiast więcej zajęło mi sprzątanie łazienki, pokoju, mycie podłóg, ścieranie kurzu, wieszanie prania i zdjęcie poprzedniego... no ale cóż, w końcu to same moje rzeczy się brudzą i trzeba prać, kurz też mój prywatny, nie wspomniawszy o brudzie w łazience... oczywiste jest że to ja powinnam się tym zająć) i że teraz on będzie całą imprezę stał w kuchni i robił pizzę przez moje ciasteczka i wieśniackie pomysły!!! nie mówiąc o tym że on chciał duszonki z piekarnika a ja się uparłam na pizzę! i to był dodatkowy powód żeby mnie zmieszać z błotem! ale byłam wściekła! jak o tym myślę to dalej jestem wściekła. poszłam dalej sprzątać a on przygotował tą pizzę (duszonki by się pewnie zrobiły same...) no i potem przyszli goście i w sumie nie gadaliśmy już później. ale dziś jak wróci to się do niego nie odzywam, niech się wypcha!!!
ehh wyładowałam się
