cześć dziewczęta!
Ja się jednak nie uczę na własnych błędach, znowu dałam się wmanewrować w wyjazd na "długi weekend" (tylko mój, mężuś do pracy zapylał w piątek) i znowu jestem taka zmęczona psychicznie

chyba powinnam sobie znaleźć jakąś bezludną wyspę, mąż mówi mi że jeż jestem znerwicowana tak że bardziej się nie da!
nie
dzag, nie było nas i nie myłam tych cholernie zapuszczonych okien, jakbym została w domu to może przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek, bo jak widać pogoda i tak jest do d..y!
wróciłam i w domu mam jeszcze zimniej niż na zewnątrz

i jeszcze nie zdążyłam być 5 min w mieszkaniu i poszła rura, ni z gruchy ni z pietruchy zaczęło się w łazience lać koło licznika, więc nie pozostało nic jak zakręcić główny zawór i czekać do jutra, bez wody, bez mycia dzieciarni, z toną prania, bez obiadu na jutro dla młodego...
życie jest piękne
tak sobie czytam i nadrabiam zaległości i jak przeczytałam co kakakarolina napisała o zasypianiu i widoku uśmiechniętej mamy przed snem to mi się w oku łezka zakręciła; moje dzieci będą miały wspomnienia mamy która ciągle krzyczy

, nie potrafię się uśmiechać jak mi starszy dzieć dostaje wieczornej głupawki.
Dołujący wniosek na zakończenie dołującego weekendu...