Franek przepis mam w głowie bo jest taki skomplikowany
. Rozmrażasz krewetki tygrysie i smażysz na rozgrzanym maśle (najlepiej klarowanym) razem z posiekanym czosnkiem (tak nie za drobno bo się szybko spali, a ma się tylko zeszklić). Jak chcesz dać dużo krewetek to lepiej jest czosnek dołożyć troszkę później. I jak tylko to wrzucę na patelnię to od razu daję sól i chili w proszku. Jak się podsmaży to dolewam oliwy z oliwek i wrzucam ugotowane spaghetti. Można jeszcze dodać świeżą natkę pietruszki, ale ja nie lubię. Na talerzu posypuję parmezanem albo grana padano. Na 2 osoby używam pół paczki spaghetti, 250g krewetek, 1 główkę czosnku, a reszta to do smaku, jak kto lubi
.
Ostryg nie jadłam, ale małże tak. Jednak wszystko było poddane obróbce termicznej, to chyba nic się nie stanie. Gin mówiła mi tylko o surowiźnie i mleku niepasteryzowanym.
Zaczarowana mnie też wnerwiają 'przelewy podarunkowe' zwłaszcza do kochanego ZUSu, jedyne 3300
. Rozmrażasz krewetki tygrysie i smażysz na rozgrzanym maśle (najlepiej klarowanym) razem z posiekanym czosnkiem (tak nie za drobno bo się szybko spali, a ma się tylko zeszklić). Jak chcesz dać dużo krewetek to lepiej jest czosnek dołożyć troszkę później. I jak tylko to wrzucę na patelnię to od razu daję sól i chili w proszku. Jak się podsmaży to dolewam oliwy z oliwek i wrzucam ugotowane spaghetti. Można jeszcze dodać świeżą natkę pietruszki, ale ja nie lubię. Na talerzu posypuję parmezanem albo grana padano. Na 2 osoby używam pół paczki spaghetti, 250g krewetek, 1 główkę czosnku, a reszta to do smaku, jak kto lubi Ostryg nie jadłam, ale małże tak. Jednak wszystko było poddane obróbce termicznej, to chyba nic się nie stanie. Gin mówiła mi tylko o surowiźnie i mleku niepasteryzowanym.
Zaczarowana mnie też wnerwiają 'przelewy podarunkowe' zwłaszcza do kochanego ZUSu, jedyne 3300

Chociaż aż szkoda przesypiać pół dnia, kiedy słońce świeci i jest +9 stopni 
z krewetkami i innymi trzeba uważać i nie jeść surowych, ale takie ugotowane czy smażone nie powinny zaszkodzić. Kiedyś przez miesiąc byłam chora po kałamarnicach, mimo iż były grilowane, ale i tak uwielbiam wszelkie morskie robactwo, tylko teraz mnie zupełnie od nich odrzuciło. Z resztą, najlepiej takie świeże,prosto z morza, a niestety takich tutaj nie ma.