nie wspomne o mojej nfz ginekolog, ktora usg połówkowe zrobiła mi w 3 minuty. a potem od czerwca do listopada była na urlopach ciągle. a ja w między czasie urodzilam. miałam wnosić skargę o zaniechanie obowiązków (brak skierowan na badania, lipne usg bez opisów w karcie ciązy, brak kontaktu z lekarzem, ignorowanie zgłaszanych objawów itd) ale jak mała się urodziła były ważniejsze sprawy i odpuściłam.. teraz trochę załuje. ale jedno co pewne- nigdy do niej juz nie pojdę.
renatkanuta, jak już sobie tak narzekamy ;-) - na kase u ginekolog byłam raz ( btw to był mój pierwszy raz u ginekologa ), żadnych badan mi nie zrobiła, nie zleciła niczego kompletnie. "Na oko" stwierdziła, że nic mi nie jest. A ja wtedy odczuwałam silne bóle brzucha. Bez USG, bez jakichkolwiek badań. Do tego wyglądała... jak "Kundegnda", wielka wąsata baba, nieprzyjemna.
Ostatnio nawet dyskutowałam w rodzinie na temat chodzenia do ginekologów na kasę. Wg mnie bez sens, a nawet narażanie siebie ( i dziecka). zaczęło sie od tego, ze ktoś stwierdził, że przecież skoro "do cholery" płacimy te głupie składki ubezpieczeniowe i przysługuje nam prawo do lekarza nieodpłatnie to powinnismy z tego skorzystać. Iść i cisnąć lekarzy. Ale łatwo powiedzieć "cisnąć". To jak walka z wiatrakami.

Ja nie ufam lekarzom, nawet jak chodze prywatnie. Całą moja ciążę prowadziła ( polecana! ) pani ginekolog z Płocka, chodziłam do baby prywatnie, co miesiąc zostawiałam jej 120zł. Miła i kompetentna była tylko na pierwszych kilku wizytach. potem wizyta nie trwała dłużej niż 5 min, nie odpowiadała na moje pytania, jej kompetencje podwazyłam kilkukrotnie zadając pytanie, na które nie potrafiła odpowiedzieć ( np. odnośnie vasa previa

), pod koniec nawet zaprzestała wykonywania mi jakichkolwiek badań stwierdzając " że i tak zaraz urodzę" !!!

Pracowała w szpitalu, w którym rodziłam, podczas obchodów nie interesowała się mną. Miałam porównanie z koleżankami leżącymi obok, których lekarze tez pracowali w szpitalu. Więc wiem, jak lekarz może być zainteresowany pacjentką.
Dobrze, że moja ciąża nie była zagrożona, bo w rękach tej kobiety mogło dojść do tragedii.
Teraz zmieniłam ginekologa na jednego z tych lekarzy, którzy się interesowali pacjentkami. jestem w ciężkim szoku. Płacę mniej za wizyty, lekarz jest miły, zawsze uśmiechnięty ( choć wiadomo, że to tylko miły dodatek

), jest kompetentny i rzetelny, nie pogania, nie spieszy się, zawsze pod koniec wizyty zaprasza na fotel przy biurku - " to teraz sobie porozmawiamy" i nie wypuszcza z gabinetu, dopóki pacjentka nie wypyta o wszystko o co tylko chce. tak powinno być wszędzie. Szkoda, ze to jedynie wyjątek potwierdzający regułę.
A zmieniając temat - Antoś znowu przeziębiony

Yhhh... chyba złapał przeziębienie podczas przeprowadzki. W weekend sporo jeździliśmy, wiało wtedy okropnie, a to jest tak - w samochodzie sie poci, bo jest ciepło, on w tym foteliku w kurteczce, nawet nie mam jak go rozebrać..., potem na dwór ( na ten wiatr) i o. Przewiało.

Katar mu przechodzi, ale za to kasłac mi zaczyna

Yhh... jakie to jest okropne uczucie. od momentu gdy on pojawił sie na tym świecie, jeszcze nawet gdy był w brzuszku, zaczełam sie nieustannie o niego martwić. Przeokropnie. I najgorsze, że własnie do mnie dotarło, że będę się tak już o niego martwić do końca mojego życia....

Podaje mu to co wczesniej - inhalacje, wykrztusny syrop, wit C, psikadło do nosa ( homeopatyczne) i ciagle na piersi. Zobaczymy...
