W poprzedniej ciąży popełniałam więc same grzechy...
Całą ciążę jadłam pasztet, parówki (których ponoć też nie wolno), piłam herbatę miętową prawie codziennie, ręce bardzo często miałam w górze - myłam okna, drzwi, wszystko. Do tego stałam niejednokrotnie na drabinie wyklejając jakieś rzeczy (agencja reklamowa), przenosiłam ciężkie elementy reklamowe (nawet pracownicy mnie rąbali), pracowałam właściwie do końca ciąży często gęsto po kilkanaście godzin, użerałam się z trudnymi klientami (co przysparza wiele nerwów), nosiłam mnóstwo naszyjników (zabobon że dziecko urodzi się z pępowiną na szyi), miałam kolizję samochodową, gdzie pasy mnie zatrzymały ściskając brzuch(więc każdy silniejszy nacisk na brzuch nie kończy się katastrofą), i wszystko zakończyło się pomyślnie. Dziecko zdrowe, ja też.
Także myślę, że te niektóre zakazy ktoś wymyślił bo mu się nudziło
A tak z ciekawostek, mówi się, że herbata z malin/liści malin jest bardzo niewskazana.
Oto co jest na stronie SZKOŁY RODZENIA(!)
Szkoła Rodzenia Rubus - malinowe rodzenie - na samym dole jest artykuł "
A dlaczego powinnyśmy jeść maliny i pić herbatę z jej owoców i liści ?"
Gdzie jest taki wątek "(...) Doskonałym napojem dla kobiet w ciąży jest napar z liści maliny - stosuje się go od wieków w Afryce, Ameryce i Azji. Wiadomo bowiem , że liście maliny mają wpływ na wzmocnienie mięśni macicy ; regularne picie naparu pomaga zatem znieść wysiłek związany z porodem. Liście maliny podnoszą też jakość i ilość naturalnego pokarmu matki. Już w drugim trymestrze ciąży powinno się pić napar z liści maliny raz dziennie, w trzecim trymestrze częściej - jeden, dwa razy dziennie."
także - już nie wiadomo co jest prawdą.
A, i włosy też. Farbowałam ile chciałam i kiedy chciałam
