To ja Wam opowiem jak to u mnie z tym porodem było

W czwartek byłam u gina, miałam wysokie ciśnienie i byłąm zapuchnięta (opuchlizna nie schodziła po nocy). Pani doktor mnie zbadała na fotelu i powiedziała, że mam 2 cm rozwarcia, podejrzenie PIH (zatrucia ciążowego) i dostałam skierowanie do szpitala. Pojechałam do szpitala w którym chciałam rodzić, tam dostałam podtrzymujące ciążę kroplówki, ktg, pobieranie krwi i sterydy na płucka dla małej. Na drugi dzień zrobiono mi USG (lekarz chyba godzinę badał, już wtedy domyślałam się że jest coś nie tak) Lekarz zawołał ordynatora i dowiedziałam się że mam bardzo mało wód. Zapytałąm co w związku z tym bediziemy dalej robili, lekarz pwoiedział, że musi się zastanowić. I chyba nigdy nie zapomne widoku ordynatora jak chodził po korytarzu tak z rękoma za plecami, taki zamyślony. Za jakiś czas przyszła pielęgniarka i poinformowała, że mam się pakować, bo przetransportują mnie do szpitala o wyższym stopniu referencyjności.
Tam w szpitalu od razu wzięto mnie na porodówkę, podłączyli ktg, mierzyli ciśnienie, kroplówki. I wszystko było ok. Kazali wstać i przejśc na oddział obok na patologie ciąży. Zrobiłam parę kroków i zaczęłam krwawić. Krew na podłodze, po nogach leciała. Panika, szybko mnie cofnięto na porodówkę i następne kilka godzin pod ktg. Na ktg pisały się jakieś skurcze niewielkie, bolały mnie plecy niemiłosiernie i byłam głodna

Bałam się bardzo, ale M był tam przy mnie. Już dość późno było jak wreszcie trafiłam na patologie ciąży.
Na drugi dzień na obchodzie pani doktor powiedziała, że zaraz będę miała USG i żebym poczekała ze sniadaniem. Zawieźli mnie na USG, okazało się że wód już w ogóle nie ma i że jadę od razu na porodówkę na cesarkę. O 13 trafiłam na blok operacyjny, nawet nie miałam jak poinformować M co się dzieje. Bałam się bardzo i bardzo przezywałam że nikt nie wie co się ze mną dzieje i ze jestem z tym sama. Sama operacja była nieprzyjemna, czekałam tylko kiedy mała zapłacze. I wreszcie zapłakała a ja razem z nią. Pielegniarki ją owinęły w pieluszkę flanelową i mi ją pokazały na chwilę. To było coś pięknego. No a później zszywanie - które wydawało mi się, że trwa wieczność. Już po wszytskim przewieziono mnie na oddział, pielęgniarka podała mi telefon i mogłam skontaktować się ze światem. Najpierw zadzwoniłam oczywiście do M. A rozmowa wyglądała mneij wiecej tak: "Halo M." ," Cześc kochanie, po 15 będę wyjeżdżał do Ciebie," " M, ale Lila już się urodziła". "Coo?? Już do Was jadę.". I przyjechał, siedział przy mnie, smarował usta balsamem i wodą. Mi było bardzo zimno, miałam drgawki, brzuch bolał. Jak dla mnie te 12h po cesarce było najcięższe. Na drugi dzień przyszła pielęgniarka, pomogłą mi się podnieść, zaprowadziłą pod prysznic i zaczełam powolutku chodzić. Co 3h śiągałam pokarm i nosiłam dla małej. Pewnie tak szybko nie doszłabym do siebie, ale wiedziałam że musze swojej kruszynce te mleko znaieść

Rana goi się bardzo ładnie, jest taka cieniutka jakby ktos mi mazakiem kreske namalował.
Ogólnie z opieki nade mną i małą jestem bardzo zadowolona.