Ancikowa doskonale Cię rozumie, też trafiłam na taką su** w wielki piatek!! Własnie kończe pisać na nią skargę, nawet dzwoniłam do biura praw pacjenta w Warszawie.
Narazie naskrobalam tyle,:
Witam
Pragnę złożyć skargę na lekarkę (oddział ginekologiczny) mającą dyżur w szpitalu w Śremie dnia 03.04.2015r. około godziny 19.
Jestem w 21 tygodniu ciąży, od ponad tygodnia wyczuwałam ruchy dziecka, nie były one regularne, ale zdarzały się w okolicach godzin południowych i wieczornych. Od czwartku tj. 02 kwietnia przestałam czuć ruchy, uznałam jednak, że jest to spowodowane ciągłym moim ruchem. Na następny dzień znów brak jakichkolwiek wyczuwalnych ruchów płodu. Wieczorem uznałam więc, że udam się do szpitala aby sprawdzono czy z dzieckiem wszystko dobrze. Tam na oddziale ginekologicznym Pani rejestratorka uznała, że bez położenia na oddział nie będę miała wykonanego jakiegokolwiek badania w celu sprawdzenia czy dziecku zagraża niebezpieczeństwo. Poprosiłam więc o telefon do dyżurującego lekarza w celu zapytania czy na pewno mi żadnych badań nie wykona. W trakcie rozmowy Pani rejestrator z lekarzem przez cała ich rozmowę czułam się lekceważona. Pani lekarz nie chciała ze mną rozmawiać przez telefon aby zrobić jakikolwiek wywiad, już nie wspominając o kontakcie osobistym. Informację na temat mojego stanu uzyskiwała poprzez łącze telefoniczne z rejestratorką, które to informację dotyczyły właściwie tylko pytania w którym tygodniu ciąży jestem i na odpowiedz 21 tydzień, lekarka miała odpowiedzieć, że to nie możliwe abym czuła już ruchy dziecka skoro to moja pierwsza ciąża.
Jaki poziom wiedzy posiada owa lekarka skoro stawia takie tezy? Jakim prawem lekceważy mój niepokój i podważa moje odczucia dotyczące wyczuwania ruchów płodu?
Wracając do rozmowy, lekarka oświadczyła, że jeżeli chcę jakiekolwiek badanie to tylko jeśli położę się na oddział, przy czym na pytanie kiedy owe badanie będzie wykonane nie uzyskałam informacji. Na pytanie jak długo będę musiała leżeć na oddziale w razie pozytywnego dla mnie wyniku badania, również mi nie odpowiedziano.
Na jakiej podstawie lekarz decyduje o położeniu mnie na oddział, nie rozmawiając ze mną i nie konsultując w racjonalny sposób mojego stanu zdrowia? Zapytanie przez telefon i na dodatek za pośrednictwem osoby trzeciej ,w którym jestem tygodniu jest absolutnie niewystarczające!
Przekazałam rejestratorce informację, że na ten moment nie decyduję się na położenie na oddziale. Od razu po rozmowie zadzwoniłam do szpitala w Poznaniu, gdzie po ogólnym rozpytaniu dot. Tygodnia ciąży i objawów które mnie niepokoją, kazano przyjechać na konsultację. Dopiero wynikiem konsultacji miało być ewentualne położenie na oddział.
W Szpitalu w Poznaniu wykonano niezbędne badania stwierdzające stan płodu. Na szczęście z dzieckiem wszystko dobrze. Po pół godziny mogłam wrócić do domu, bez kładzenia mnie na oddział.
Jak to możliwe, że jeden szpital wykonuje niezbędne badania, a drugi stawia warunki mówiąc, że albo oddział albo nie będzie żadnego badania?
Lekarz zlekceważył mój stan zdrowia, nie podjął niezwłocznych czynności aby ocenić czy mojemu dziecku zagraża niebezpieczeństwo.
Czy położenie na odział i uzyskanie z tego tytułu profitu finansowego jest priorytetem u Państwa w szpitalu? Czy jako osobie ubezpieczonej, nie przysługuje mi niezbędna doraźna pomoc medyczna?
Oczekuję na odpowiedź ze strony Państwa Szpitala,.