Z racji, że nie mogę spać, to napiszę Wam relacje. Jak pisałam izba przyjęć, a na niej badanie ginekologa, potem wywiad i papierów wypełnianie i ktg. Potem do góry do sali 2 osobowej, gdzie jestem jako 3. Przed salą miałam pożegnać męża, bo panie podłączone pod ktg i nie może wejść, więc pojechał do domu, a ja znów pod ktg. Nie minęło dużo czasu jak przychodzą i pytają położna z lekarzem ile jadłam i kiedy. Biorą mnie zdziwiona na porodówke, bo im skurcze wychodzą. Ja nic nie czułam. I tu muszę powiedzieć, że o 13,45 jak szłam po męża to bolało mnie podbrzusze jak na okres no ale pół godziny drogi przeszłam do niego, na wizycie u gina mówiłam ze mnie boli i spojenie lonowe, zeszlam u niego po badaniu z fotela i bolało bardziej to samo jak przyjechaliśmy do domu. No i tu wracam na porodówke znów. Podpinaja pod ktg i czekam, te bóle się pojawiają no i położna przychodzi wkuc welfron, mówi ze mam słabe żyły, ja mówię że wiem i od razu pokazuje prawą rękę, ale na siłę próbuje w lewą dłoń, nie udało się. mam teraz tam wielką gule i boli mnie ręką. No i dalej z welfronem w prawej leżę pod ktg. W końcu wołają mnie jeszcze na usg. Wszystko się potwierdza co mówił mój gin, dodatkowo dowiaduje się ze Tosia ma około 3,5kg duża jak na koniec 36 tygodnia. Brak rozwarcia, będą obserwować i potwierdzili co mówił mój gin, że to wcześnie, że mała jest ruchliwa i może się odwinac. I teraz nie wiem, jak akcja się nie rozwinie, to co wtedy,? Wypuszcza mnie z niunia, która ma 2 razy wokół szyi owinieta pepowine a ja lekkie wychodzi na to skurcze, nie wiem. Jak napisałam w złym wątku to niech Dominika przeniesie, bo nie wiedziałam gdzie, pozdrowionka dla Was, będę pisać w miarę możliwości
Napisane na SM-A300FU w aplikacji
Forum BabyBoom