Hej dziewczyny

Ku Waszej pomocy, moja na bank ma pierwszy skok......
Skok rozwojowy, czyli kiedy aniołek zmienia się w potworka
Właśnie mamy tę niezmierną przyjemność przechodzić przez skok rozwojowy numer 2 (z 7 nas czekających, więc już „tylko” 5 przed nami) – czyli skok dotyczący WZORÓW i wypadający pomiędzy 7 a 9 tygodniem życia.
Skok rozwojowy zaczął się tydzień temu, czyli jak Żabek miał
8 tygodni – jest bardzo zaplanowany i kalendarzowy jak mamusia. Oczywiście pierwsze 3 dni byłam przekonana, że chodzi o gazy i dlatego marudzi i nie chce ładnie spać. Przeklinałam espumisan, który nie działał wystarczająco. Niby prykał i nic. Dalej źle. Czwartego dnia, do mojej
nieprzytomnej głowy, ok 3 nad ranem, wdarła się myśl:
„dlaczego gazy przechodzą mu jak tylko wyjmę go z kołyski? przecież kołyska nie wpływa na gazy… A jak wezmę go na przewijak to przestaje marudzić… A jak je to w ogóle cud miód malina”. I wtedy przypomniałam sobie jak to było w 5 tygodniu podczas skoku nr 1 (
WRAŻENIA), jak to myślałam, że to
skok wzrostowy i trochę dla odmiany przekarmiłam dziecko. Ale tamten to był pikuś! Trwał chyba ze 4 dni, a Żabek wcale gorzej nie spał. Teraz to jest coś. Trwa od tygodnia i jeszcze tydzień może nas czekać. Wczoraj myślałam, że było
apogeum. Nie. Dzisiaj jest. Taki tam prezent na
Walentynki. I obym jutro nie musiała pisać, że dzisiaj to była bułka z masłem..
Skok rozwojowy – o co chodzi?
1 skok – 5 tydzień –
wrażenia:
Dziecko poznaje smak i zapach – wszystko jest przerażające..
2 skok – 7-9 tydzień –
wzory:
Dziecko zaczyna panować nad ruchami – wszystko jest dalej przerażające, a najbardziej latające ręce…
3 skok – 12 tydzień –
niuanse:
Dziecko rozpoznaje nastroje – jak rodzić jest przerażony to się udzieli i znowu wszystko będzie przerażające…
4 skok – 3-4 miesiąc (!) –
wydarzenia:
‚J
ak tu nacisnę to zagra‚ – i się pewnie przestraszę.
5 skok – 5-6 miesiąc (!!) –
relacje:
‚C
iekawe co się stanie jak uszczypnę mamę..?‚ – dodatkowo lęk przed rozstaniem, więc mama przez dwa miesiące nie chodzi do toalety SAMA.
6 skok – 8-9 miesiąc (!!!) –
kategorie:
Świadomy terrorysta, wykorzystuje płacz by osiągnąć cel. Ponadto poznaje, że samochód to zabawka, a Perra to pies (a Kofi to samo kocie zło).
7 OSTATNI skok – 10-11 miesiąc (!!!!) –
sekwencje:
‚Teraz będę mówił NIE na wszystko i będę sprawdzał jak rodzice reagują na zniszczenia‚. Test naszej cierpliwości.
Czyli praktycznie od 3 do 11 miesiąca jest jeden wieeeeeeelki skok. Co możemy zrobić żeby go przetrwać? Nie brać do siebie płaczu dziecka – oczywiście reagować, głaskać, przytulać, nosić, wydawać niezrozumiałe dźwięki, strugać wariata – minutami, godzinami, noooocami. Ale się nie przejmować, od marudzenia jeszcze nigdy nikomu nic się nie stało. Nawet od wycia. Jak już wychodzimy z siebie, to znaleźć kogoś na zastępstwo na parę minut (godzin, nocy…). Koncentrować się na uśmiechach. Śmiać z oczywistego terroru, jaki stosuje nasz mały potomek i z tego, że w nocy wstawało się 3 miliony razy.
Tylko humor nas uratuje.
Czego możemy się w tym pięknym czasie spodziewać?
- przesypiało pół nocy, albo i całą? zapomnij. Ja po karmieniu przez sen o 23 wstawałam raz ok 4-5 (tylko na czas karmienia), a potem pobudka ok 7-7:30. Teraz? Płacze o 23. Płacze między 1 a 2 lub między 2 a 3 (uspokajanie trwa około godziny…), pobudka o 5 i żeby go przetrzymać choćby do 6:30 to co 15 minut trzeba wstawać i wtykać smoka w paszczę.
- będzie płakać i płakać i samo pewnie nie będzie wiedziało dlaczego.. będzie chciało być noszone.. albo nie, będzie chciało być bujane… albo nie. Nie ma pewnego sposobu na uspokojenie. Już nie.. Chociaż przyznam, że suszarka nie zaszkodzi. Przynajmniej na czas ucieczki do kibelka za potrzebą.
- będzie chciało jeść więcej. Mały terrorysta będzie się tego ostro domagać dopóki nie dostanie. Nie ma negocjacji.
- może zapomnieć tego czego się do tej pory nauczyło – czyli sprawi wrażenie lekkiego cofnięcia – tym się nie martwić, podobno jak będzie po wszystkim to cuda się dzieją i dziecko nabiera milion nowych umiejętności… no zobaczymy, u nas na razie się nie zanosi na jakąś rewelację. Ale często się gapi na łapki, może wreszcie zacznie nimi trafiać do buzi, zamiast uderzać się po całej głowie…
Więc teraz uzbrojona w wiedzę, że najgorsze dopiero przed nami:
- idę przekarmić mojego małego terrorystę,
- przewinąć go w jękach,
- bujać na bujaczku,
- przekonać się że to nie działa, więc nadwyrężę kręgosłup nosząc go po domu, czekając z utęsknieniem aż Szanowny Małżonek wróci z pracy..
- a gdy Ten wróci szybko sprzedam mu dziecko, zanim się zorientuje i zamknę się w łazience, w wannie, spędzając walentynki w pianie ze słuchawkami na uszach…