Niedawno byłam zapisana do grupy wspierającej karmienie piersią. Pewnie niektóre urażę, ale jak dla mnie to fanatyczki. Tak jak mówi Mamakulka, smoczek zaburza odruch ssania. Tylko ja się pytam jeśli mam niejadka, który tylko lubi się poprzytulać i possać pierś to mam do tego dopuścić? W imię czego? Przecież mogę po tulić własne dziecko i bez tego. Kolejna sprawa rozmawiałam niedawno z żoną byłego szefa męża (choć dalej współpracują przy niektórych projektach ale na innych zasadach) i ona karmi dziecko 1,5 roczne. Ok jej wybór. Ale niektóre kobiety zwyczajnie na to nie stać. Kiedy moja skończy rok, muszę iść do pracy. Zamierzamy wsiąść kredyt na mieszkanie, trzeba jeszcze żyć, mój mąż tyle nie zarabia by to pokryć. A przecież byłoby to nienormalne bym cały ten czas odciągała na czas kiedy jestem w pracy. Zresztą laktator to nie dziecko, pokarm i tak by zanikał. Moja pani pediatra jak usłyszała, że Tosia smoczek wypluwa a ssie rękę, to kazała tego pilnować. Czyli ma silny odruch ssania. W tej chwili jest strasznie rozgłaszane by karmić piersią (podejrzewam ze matki idą do pracy i rezygnują, a w szpitalu bardzo często każą dokarmiać i przez to traci się pokarm), ale bez przesady w drugą stronę. Linczowanie matki która karmi mm jest nie w porządku.Poświeciłam się, odstawiłam w pewnym momencie Tosi mm i tylko piersią karmiłam, rozkręciłam laktację, tak że miałam jakby taki sam nawał jak po wyjściu ze szpitala. Ale na mi ulewała, zagęszczacza nie chciała brać przed karmieniem, przysypiała w nocy, traciła na wadze. Nie chciała w ogóle jednej piersi. Powiedziałam, że nie będziemy się męczyć już, po prawie 2 miesiącach przeszłam na tylko mm.