Cześć.
Mąż od grudnia pracuje jako kierowca międzynarodowy i zadko bywa w domu.
Jest niedzielnym tatusiem (dosłownie).
Wyjeżdża w poniedziałek rano i wraca w sobotę czasem nieraz dopiero po 2 tygodniach.
Przez pierwsze miesiące było mi naprawdę bardzo ciężko.
Miałam straszne problemy z obowiązkami i Kubą, który dawał w kość.
Po paru miesiącach przyzwyczaiłam się do tego stopnia, że kiedy Robert wracał na weekend, przeszkadzała mi jego obecność.
Wypracowałam sobie system postępowania z dzieckiem i z obowiązkami, a tu nagle mój mężuś wtrąca się we wszystko.
I tak źle i tak nie dobrze.
Nie było łatwo.
Uważam, że małżeństwo powinno zawsze być razem, bo inaczej oddala się od siebie.
Ale w tych czasach żeby czegoś się dorobić nieraz trzeba poświęcić się dla rodziny.
Mam nadzieje, że Wy dacie sobie radę z tą sytuacją.
Trochę mój post chaotyczny ale to dlatego, że tyle jest do napisania i opowiedzenia.
Życzę wytrwałości.
Pozdrawiam