Wybaczcie, że kopiuję z innego wątku.. ale już nie mam sił pisać o tym ponownie..
Chciałam wam podziękować za miłe słowa i że mogłam się wam wyżalić. Nie chce opowiadać całej naszej historii, bo aż mnie na wspomnienie ściska. Powiem tylko, że do UK przylecielismy ratować nasz wiązek. Nie wypaliło. Nie chcę z nim rozmawiać jednak. Nie czepiałam się wczoraj. Przepraszał, dziś też. Niech ponosi konsekwencję, tak jak i ja, tego że mu kiedyś uwierzyłam. Po prostu coś we mnie pękło, nie potrafię już. Nie ufam mu i nawet nie chce po raz kolejny próbować. Może powiecie, że to teraz będzie mój błąd, bo rozmawiać trzeba.. o nie.. już wiele, wiele razy to przerabialismy. Uprzedziłam co zrobie jak będzie taka sytuacja..Wystarczająco długo to kiedyś znosiłam i po raz kolejny sobie nie pozwolę. I tu nie chodzi tylko o to, że poszedł z kumplem czy gdzie on tam był [ już mnie nie interesuję co robi z kim i gdzie ], ale o to, jak się martwiłam. Nawet nie dał znaku, że żyje. On wczoraj po wypłacie, z kasa, z kartą, z moimi dokumentami, a my bez żarcia etc. A co, jakby mu się coś stalo ??
Po 2 w nocy napisał mi, żebym mu drzwi otworzyła i czy jestem zła. Nie, byłam zawiedziona ale za razem zadowolona, że już wiem na czym stoję. Szkoda tylko, że ostatni okres byl taki udany..
Co do staranek.. to jeśli się uda, to to będzie po prostu wpadka, bo nawet nie wiem czy mam ochotę na jakieś przytulanki.
Tak więc u mnie na jakiś czas zostają zawieszone staranka o ile w ogóle będą. Oczywiście trzymam za was mocno kciuki i ciągle tu będę