Megan, nie mam pojęcia co się u Ciebie dzieje i szczerze współczuję.. juz myślałam, że wszystko dobrze, gdy ostatnim razem pisałaś a tu teraz takie wieści

A skoczku też nie bylo jeszcze jednak czy co się dzieję ?? Przyznam, że trochę się zagubiłam i nawet nie wiem co Ci doradzić

A uwierz, bardzo bym chciała..
Zuzia, w to podejście wierzę.. tylko dlatego, że jak wam pisałam także to przechodziłam. Wiem, że nie ma porównania ale jednak.. Gdy staraliśmy się pierwszy raz [ zaszłam po okolo pół roku ] odpuściłam, nie co prawda z powodu załamania, że już tyle ale problemów zdrowotnych. Chodziłam do hematologa etc.. i nie wiem jakim cudem akurat wtedy się udało.. nawet nie wiedziałam.. to lekarz zapytał kiedy ostatnia @ była i wtedy coś zaćmiło..
Z Jud, też wam pisałam.. cykl przed zafasolkowaniem miałam ciąże biochemiczną.. bardzo źle to zniosłam, bo od razu przypomniała mi się strata pierwszej fasolki.. więc ogólny dół, że ja chyba nie dam rady.. wręcz się bałam wtedy przytulać.. no ale były te moje urodzinki.. wiedziałam, że wypadają jakoś tak dni płodne, ale nawet o fasolce ze strachu nie myślałam, tylko wyczekiwałam wizyty u gina by się przebadać z góry na dół.. no a jak wiecie, poszłam potwierdzić ciąże..
Nie wiem jak to wygląda u innych i co faktycznie komu trzeba by odpuścić, ale tak było u mnie..
Teraz nie potrafię o tym nie myśleć, ale do sprawy podchodzę na luzię.. co ma być to będzie, to nie wyścigi mimo iż może się wydawać iż się dłuży..
Ciągnęło mi się bardzo przez te okres prawie 2 lat starań, kiedy się okazało, że to mój ma złe wyniki.. a ja wtedy głupia nawet nie pomyślałam, że w takim wypadku przytulanka co 2-3 dni ale dawaj, 2 razy dziennie.. w dodatku wiem, że stres mieliśmy ogromny, bo były problemy mieszkaniowe, imprezy etc.. szczerze, bardzo ale to bardzo niezdrowy tryb życia.
Tak sobie to zresztą tłumacze.. i czekam. To będzie mój pierwszy normalny cykl o ile znowu czegoś sie nie nabawie
Myślę, że chyba nawet czekanie po zastrzyku, przydatkach i tych infekcjach by zacząć na prawdę się starać było gorszę dla mnie niż gdyby po przytulankach przez cały ten okres przychodziła @..
Ojej.. ale się rozgadałam i namarudziłam..
Bardzo chciałabym wam pomóc, wesprzeć ale niestety nie wiem jak i czuje się przez to strasznie bezradna
Co do tego pobytu.. ja bardzo chciałabym iść na jakiś kurs.. ale problem tkwi w tym, że ja w zasadzie w ogóle nie mówie po ang. i nie jestem w stanie sobie tego załatwić ;/ Mąż ciągle w robocie.. tyle spraw się nazbierało a ja taka nieprzydatna i do niczego.. nawet nie moge pomóc ze szkoła dla córki, czy załatwić bilans, bo nie chcą dać tłumacza

Nie mam się tu do kogo odezwać, ciągle sama.. mam już na prawdę dość

brakuję mi normalności, bycia "samodzielną" a nie wiecznym utrapieniem dla męża i dziecka, któremu nie potrafię nic załatwić
